Czasem nie warto sprzeciwiać się ludziom, którzy mają większą władzę, gdyż... Możemy stać się Upadłymi Aniołami.
Podrozdział 2 także pojawi się jutro. Mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni :) I, że choć trochę was to interesuje... Ja osobiście, chciałabym wiedzieć, co taki Liam tam robi xD Poza tym, tutaj dałam wskazówkę, co do tego. Dobranoc. Dziękuję ;**
piątek, 30 listopada 2012
Poznaję, Znając . 1
Obudziłem się, ale jeszcze chwilę
nie otwierałem oczu. Ręką szukałam zegarka, leżącego na szafce
nocnej. W końcu odnalazłem go i uniosłem ociężałe powieki.
10:09. Westchnąłem i powoli podniosłem się z miękkiego łóżka.
Gdzie jest Perrie? W łazience wziąłem szybki prysznic, a po nim
wysuszyłem włosy i spędziłem 40 minut na ich układaniu. Szybko
poszło, jak na mnie. Wróciłem do sypialni, gdzie ubrałem się w
zwykłą, białą koszulkę, czarne rurki i białe buty Nike. Tak
zwyczajnie. Dziś miałem wolne od pracy, więc nie trzeba było się
zbytnio wystrajać. Tylko włosy, ale to już kwestia
przyzwyczajenia. Zeszedłem na dół, do kuchni, a przy expresie do
kawy znalazłem kartkę: "Musiałam jechać do wytwórni. Nie
będzie mnie cały dzień. Wiem, że mieliśmy spędzić ten czas
razem... Przepraszam. xx". Zgniotłem papier i wyrzuciłem do
śmieci. Nie byłem zły, tylko raczej... Zawiedziony. Kolejny raz
nie mogliśmy spędzić razem czasu. Choć może to i lepiej, chociaż
nie będziemy się kłócić. Zrobiłem sobie kawy i szybko ją
wypiłem. Nie miałem ochoty, ani zamiaru w dzień wolny siedzieć w
domu. Trzeba korzystać, nawet jeśli to niewiele. Wziąłem
najpotrzebniejsze rzeczy i wyszedłem. Słońce świeciło dość
mocno, ale mimo to, powietrze było chłodne. Nie przejmowałem się
tym zbytnio. Do centrum doszedłem w pół godziny, przez dziewczyny,
które chciały autografy i zdjęcia. Kiedyś mnie z tym cholera
trafi. Nie to, że tego nie lubię, ja po prostu... Czasem chciałbym
być normalny, nierozpoznawalny. Mieć chwilę świętego spokoju.
Poszedłem do Mc- donalda, sam nie wiem czemu. Zamówiłem dużą
porcję frytek i usiadłem przy 2 osobowym stoliku. Zacząłem powoli
jeść, gdy nagle mnie olśniło. Sen, który dziś miałem. Anioł.
To przez to od samego obudzenia byłem rozkojarzony. Wydawał się
taki realistyczny... Jakbym był tam, razem z tą dziewczyną. Pewnie
w ogóle nie istnieje, a moja podświadomość ją sobie wymyśliła.
Tylko jaki w tym sens? Delikatne rysy jej twarzy, uśmiech, włosy,
oczy i ... Skrzydła. Były piękne. Nie. Ona Była, Jest i Będzie
piękna, nawet, jeśli nie istnieje.
-Mogę się
dosiąść?- Z zamyślenia wyrwał mnie melodyjny, kobiecy głos. Nie
raczyłem obrzucić jej spojrzeniem, uparcie wpatrywałem się we
frytki. Kolejna pokręcona fanka?
-A nie możesz gdzie indziej?- Spytałem
chłodno. Nie miałem ochoty na niczyje towarzystwo. Wolałem być
sam i myśleć.
-Wszystkie inne miejsca są zajęte.-
Odpowiedziała spokojnie. Skądś kojarzyłem jej głos, tylko nie
wiem skąd... Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Mówiła prawdę,
nawet jedno krzesło nie było wolne.
-Siadaj.- Powiedziałem obojętnie. Gdy
zajęła miejsce na przeciw mnie, spojrzałem na nią. Te oczy... Tak
głęboki błękit. Wpatrywałem się w nią zszokowany. Delikatne
rysy jej twarzy, mały nos i pełne, malinowe usta. Czy to możliwe?
Jej długie, falowane, brązowe włosy zakrywały sporą część jej
twarzy. Mimo to, miałem pewność. To ona była Aniołem z mojego
snu. Ale jak...? Przeznaczenie? Nigdy w nic takiego nie wierzyłem,
ale to, co się właśnie stało, skłania mnie do innego myślenia.
-Jak masz na imię?- Spytałem, nagle
zainteresowany jej osobą. Podniosła głowę i delikatnie się do
mnie uśmiechnęła.
-Katherine, a ty?- Jej głos był
dźwięczny i wywoływał u mnie dziwne uczucie. Uśmiechałem się
do niej, a raczej szczerzyłem jak idiota.
-Zayn. Nie znasz mnie?- Spytałem,
lekko zdziwiony.
-Przeprowadziłam się do Anglii 2 dni
temu. Powinnam cię znać?- Była zdezorientowana.
-Zayn Malik z zespołu One Direction.-
Powiedziałem cicho. Pierwsza dziewczyna, która nie wie, kim jestem.
Dziwne uczucie, rozmawiać z kimś nie sławnym, i nie czuć tego
podniecenia, które od nich bije.
-Przykro mi. To znaczy... Nie wiem, czy
powinno mi być przykro. - Skrzywiła się lekko. Nawet teraz
wyglądała uroczo i słodko.
-Nie powinno. To wspaniale, poznać
zwykła dziewczynę, która nie piszczy na mój widok. To takie...
Miłe.- Katherine zjadła już swoją sałatkę. Powoli lustrowała
mnie wzrokiem. W jej oczach dostrzegłem błysk czegoś złotego. Czy
to może znaczyć...? Nie. Na pewno nie pokaże skrzydeł w miejscu
publicznym.
-Dasz mi swój numer? - Spytałem
nagle, przerywając niezręczną ciszę. Sam nie wiem, dlaczego.
Przecież ja jestem z Perrie!
-Jasne.- Wzięła serwetkę, a z
torebki wyjęła długopis i starannie napisała ciąg cyfr, po czym
mi podała. Uśmiechnąłem się do niej serdecznie, co ona
odwzajemniła. Miała kształtne, malinowe usta. Nerwowo przygryzłem
dolną wargę.
-Pójdę już.- Szepnęła. Zrobiło mi
się... Smutno? Nie chciałem, żeby odchodziła, ani teraz, ani
nigdy. Wolałem, żeby została ze mną, na zawsze.
-Może cię odprowadzić?-
Zaproponowałem cicho. Chciałem być z nią choć chwilę dłużej.
Uśmiechnęła się do mnie przepraszająco.
-Nie, dziękuję. Miło było cię
poznać, Zayn.- Powiedziała ciepło.
-To nie będzie
nasze ostatnie spotkanie.- Mruknąłem, bardziej do siebie, niż do
niej. Chyba to usłyszała, ponieważ uśmiechnęła się do mnie
tajemniczo.
-Więc do zobaczenia.- Sprostowała, po
czym odwróciła się i odeszła. Siedziałem tak,jeszcze przez
chwilę. Spojrzałem na serwetkę. Uśmiechnąłem się sam do
siebie, a następnie schowałem ją głęboko do kieszeni. Wyszedłem
przed budynek i wyjąłem fajkę. Odpaliłem, mocno się zaciągając.
To dziwne uczucie w środku nadal nie dawało mi spokoju. Czułem
się, jak na haju, tylko... Zabrano mi mój narkotyk. Szybko spaliłem
szluga i wyrzuciłem go do studzienki. Ruszyłem wolnym krokiem do
domu, dłonie chowając do kieszeni. Na szczęście, nikt mnie nie
zaczepiał. Gdy tylko znalazłem się w domu, opadłem na kanapę i
wyciągnąłem telefon. Napisałem sms-a do Katherine: „Hej. To ja,
Zayn. Chciałabyś się spotkać?”. Wysłałem. Moje serce
przyśpieszyło swój rytm pięciokrotnie. Bałem się, ale czego? Że
mi odmówi? Odpowiedź dostałem niemal natychmiast : „Jasne.
Kiedy? Dziś i jutro nie mam czasu...”. Ucieszyłem się. Boże, ja
szalałem z radości. „Wtorek 15 park?”. To dziwne uczucie w
środku nie dawało mi spokoju. Tylko 2 dni i znów ją zobaczę... A
co z Perrie? Nie może się dowiedzieć. Za nic na świecie.
Katherine będzie... Sekretną przyjaciółką. Bo będzie
przyjaciółką, prawda? Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk sms-a:
„Mi pasuje. Do zobaczenia! Xoxo”. Odetchnąłem głęboko.
Delikatnie odłożyłem telefon na kanapę, a n następnie wstałem i
krzyknąłem. Moją radość przerwał dzwoniący telefon.
-Halo?- Odezwałem się zachrypniętym
głosem od krzyku głosem. Odchrząknąłem.
-Siema, tu Niall. Może chcielibyście
z Perrie do mnie wpaść?
-Jestem sam, ona pojechała do
wytwórni. Jasne, że przyjdę. Kupić coś?
-Hmm... Coś do picia i ze 2 pizze,
jeśli możesz.- Odparł wesoło blondynek. Westchnąłem.
-Będzie ktoś jeszcze?- Spytałem,
pocierając czoło.
-Harry, Liam i Louis. Wiesz, taki męski
wieczór.- Entuzjazm nadal go nie opuszczał.
-Dobra, to niedługo będę.
-Powiedziałem cicho. Już widzę ten nasz „męski wieczór”.
-To czekamy!- Krzyknął Horan do
słuchawki, na co ja się skrzywiłem. Rozłączyłem się, a
następnie założyłem czarną, skórzaną kurtkę. Wziąłem
kluczyki od samochodu i wyszedłem. Po 40 minutach byłem na miejscu
z 4 pizzami (tak wiem, mówił 2, ale 2 to on sam zje) i 2 litrami
alkoholu. Wszedłem bez pukania i, gdy tylko znalazłem się w
salonie, Niall i Hazza się na mnie rzucili. Ten 1 po jedzenie, a 2
po „napoje”. Irlandczyk od razu wsunął w siebie jeden kawałek,
a Harry nam polał (no, oprócz Liam'owi). Wypiłem pierwszy
kieliszek i zjadłem kawałek pizzy. Chłopaki gadali i śmiali się,
a ja myślałem. Katherine i Perrie. Nie wiedziałem, co o tym
myśleć. Byłem kompletnym kretynem. Co ja gadam, nadal jestem. Niby
Katherine prawie nie znałem, ale nie mogłem przestać o niej
myśleć. Poza tym... Miałem wrażenie, że ją znam. Tak, ze snów,
ale czy to się nie liczy? Ważne, by była ona. Perrie... Nie
układało się. Ciągle kłótnie, awantury, problemy i ucieczki.
Gdy tylko mogła, znikała, tłumacząc się wytwórnią, a ja nie
próbowałem jej zatrzymać. Denerwowało mnie to, że wszędzie
wszyscy myślą, że jest różowo, że jesteśmy szczęśliwi,
zakochani i idealni. Żadnych problemów.
-Zamierzam zerwać z Perrie.-
Powiedziałem, a 4 pary zszokowanych oczu, spojrzały na mnie.
-Dlaczego? - Zapytał cicho Liam. Tak
właściwie, oni też myśleli, że jest kolorowo. Nie lubiłem mówić
o swoich problemach i zmartwieniach, a tym bardziej nie lubiłem
płakać i użalać się nad sobą. To jest... Jak oznaka słabości,
a ja nie jestem słaby. Nawet przy przyjaciołach nie lubiłem się
rozklejać.
-Ponieważ już od dawna nam się nie
układa. Ciągle się kłócimy, unikamy... Ja już nie mam siły.
-Ostatnie słowa wypowiedziałem szeptem, a Naill mnie przytulił.
Było mi lepiej. To z nim zawsze miałem najlepszy kontakt. Był taki
delikatny, i wrażliwy na zło świata. Znał mnie na wylot. Ten
mały, żarłoczny człowieczek. Naprawdę nie lubiłem okazywać
słabości, ale przy nich... To byli przyjaciele, powinni wiedzieć.
Rozumieli to, jak nikt inny. W końcu się od niego odsunąłem.
Nalałem sobie kieliszek wódki i szybko wypiłem. Tak raz, za razem,
aż byłem wstawiony. Nieźle wstawiony. Zaczęliśmy tańczyć,
śpiewać. Ogólnie się wygłupiać. Po długiej ilości czasu
podszedłem do blondyna.
-Niall... Mogę spać u ciebie?-
Spytałem go. On chyba upił się najbardziej. Liam próbował
ogarnąć Harry'ego i Louis'a, którzy Bóg wie, co robili.
Irlandczyk skinął głową, a ja udałem się do pierwszej
napotkanej sypiali. Bez zastanowienia opadłem na łóżko i
natychmiast zasnąłem.
-Długo kazałeś na siebie czekać.-
Usłyszałem jej melodyjny głos z tyłu. Byłem na łące. Trawa
była zielona, a w oddali był ogromny, ciemny las. Słońce
świeciło, ogrzewając moje ciało. Odwróciłem się i ujrzałem
Ją. Siedziała w cieniu pod drzewem, ubrana w szare rurki, czarną
bokserkę i białe converse. Uśmiechała się delikatnie, a letni
wiatr lekko rozwiewał jej włosy. Usiadłem obok niej i splotłem
nasze palce. Ona położyła mi głowę na ramieniu.
-Tęskniłem.- Szepnąłem, ponieważ
taka była prawda. Brakowało mi jej, nawet, jeśli to tylko sen.
-Ja też.- Odpowiedziała, również
szeptem. Oboje potrzebowaliśmy swojej bliskości. Szkoda, że nie
naprawdę.Jej głos i dotyk wywoływały u mnie
dreszcze. Serce przyśpieszało swój rytm, a nogi odmawiały
posłuszeństwa. Nigdy, żadna dziewczyna nie wywoływała u mnie
czegoś podobnego.
-Tak. Nie wiem, o której wrócę.- I
wyszedłem. Bez żadnego „pa”, czy „kocham cię”. Byłem na
siebie wkurzony. Wsiadłem do samochodu i z całej siły wcisnąłem
pedał gazu. Co ja odwalam? Mknąłem ulicami Londynu, aż znalazłem
się na miejscu. Razem z chłopakami czekaliśmy na Simona, który
się trochę spóźnił. W końcu, gdy dotarł, poszliśmy nagrywać.
Zeszło nam tak do 22. Wszystko przez to, że myślami byłem gdzie
indziej. Co chwilę ktoś mnie szturchał, albo na mnie krzyczał. W
przerwach pisałem z Katherine. O tym, jak mija jej dzień, o moich
zmartwieniach... Powiedziałem, że chcę zerwać z dziewczyną. Choć
nie chcę. To dziwne, prawda?
+ Spieprzyłam końcówkę, gdyż nie chciało mi się już dokładnie wszystkiego wypisywać xdd Ciągle nie mam czasu, ktoś cały czas czegoś wymaga... ;cc
-Uważasz, że powinienem zerwać z
Perrie?- Spytałem nagle. Spojrzała mi w oczy. Jej miały już
odcień złota. Czułem, że czas się kończy.
-Jeśli nie jesteś z nią szczęśliwy,
to tak.- Odpowiedziała, wstając. Dołączyłem do niej. Z jej
pleców znów wyrosły ogromne, piękne skrzydła. Starałem się im
nie przyglądać, więc szybko złączyłem nasze wargi.
Przyciągnąłem ją do siebie mocniej, rozkoszując się słodkim
smakiem jej ust. Ona wplątała mi dłoń we włosy. Bliskość jej
ciała obok mojego, przyprawiała o dreszcze. Całowałem ją
namiętnie, z pełnym oddaniem, a ona odwzajemniała każdy
najmniejszy całus. Czułem się w końcu na swoim miejscu. Jakbyśmy
byli dla siebie stworzeni. Nagle wszystko zniknęło, a ja widziałem
tylko swoje powieki od środka. Dlaczego to tak szybko się
skończyło? Powoli otworzyłem, lekko sklejone oczy. Byłem w
sypialni blondyna. Poznaję, po zielonych ścianach i … Byłem
przytulony do Niall'a. Uśmiechnąłem się, na widok przyjaciela. Od
ciepła miał wypieki na twarzy, które sprawiły, że był jeszcze
bardziej uroczy. Kochałem go, tak, jak kocha się brata. Był mi
bardzo bliski. Spojrzałem na zegarek. Cholera, 13.
-Niall, wstawaj.- Zacząłem nim
delikatnie trząść, aż otworzył oczy. Spojrzał na mnie zmęczony.
-Co jest?- Spytał, lekko zachrypniętym
głosem
-13 jest. 3 godziny zostały.-
Powiedziałem, a on zerwał się na równe nogi. Później on pobiegł
na dół, wszystko szykować, a ja budziłem chłopaków. Wziąłem
szybki prysznic, ułożyłem włosy. Zszedłem na dół i wypiłem
„specjał na kaca”, a następnie pojechałem do siebie, by się
przebrać. Otworzyłem drzwi.
-Hej, skarbie.- Usłyszałem melodyjny
głos Perrie, po wejściu do domu. Pocałowałem ją przeciągle, co
ona odwzajemniła
-Została mi godzina, muszę się
przebrać.- Powiedziałem, a następnie ją wyminąłem i udałem się
do sypialni. Założyłem ciemne, przetarte rurki, czarną koszulkę
z jakimiś napisami na krótki rękawek. Butów nie zmieniałem.
Zbiegłem na dół.
-Jedziesz do studia?- Spytała z
salonu. Ja byłem w przedpokoju i właśnie zakładałem kurtkę.
Jakoś nie miałem ochoty z nią rozmawiać.
-Tak. Nie wiem, o której wrócę.- I
wyszedłem. Bez żadnego „pa”, czy „kocham cię”. Byłem na
siebie wkurzony. Wsiadłem do samochodu i z całej siły wcisnąłem
pedał gazu. Co ja odwalam? Mknąłem ulicami Londynu, aż znalazłem
się na miejscu. Razem z chłopakami czekaliśmy na Simona, który
się trochę spóźnił. W końcu, gdy dotarł, poszliśmy nagrywać.
Zeszło nam tak do 22. Wszystko przez to, że myślami byłem gdzie
indziej. Co chwilę ktoś mnie szturchał, albo na mnie krzyczał. W
przerwach pisałem z Katherine. O tym, jak mija jej dzień, o moich
zmartwieniach... Powiedziałem, że chcę zerwać z dziewczyną. Choć
nie chcę. To dziwne, prawda?+ Spieprzyłam końcówkę, gdyż nie chciało mi się już dokładnie wszystkiego wypisywać xdd Ciągle nie mam czasu, ktoś cały czas czegoś wymaga... ;cc
Podrozdział 1 - Niall
Szedłem spokojnie ulicą. Była biała,
a z każdej strony znajdował się jakiś mały budynek. Panował
tłok. Anioły. Bo ludzie ze skrzydłami to Anioły, prawda? Byli
piękni, a ich skrzydła... Widok nie do opisania. Mieniły się
wszystkimi możliwymi kolorami tęczy. Czy gdzieś nie było
napisane, że powinien je otaczać Blask Chwały? Ja w każdym bądź
razie, nic takiego nie widziałem. Tak, ich skrzydła lekko świeciły,
jakby ktoś powsadzał w nie żarówki, ale nie było oślepiającego
blasku. Dlaczego? Ponieważ zapewne był to sen. Czułem się taki
mały, nikt nie zwracał na mnie uwagi. Szedłem powoli, patrząc w
każdą możliwą stronę. Musiałem śmiesznie wyglądać, ciągle
machając tak głową. W końcu, zapatrzony na lecącego Anioła,
wpadłem na kogoś. Jak się po chwili okazało, była to piękna
Anielica. Nie, Archanioł-kobieta. Jej skrzydła nie były
jednokolorowe lecz były całą gamą kolorów. Mieniły się nimi z
każdej strony. Pióra były lekko nastroszone przy końcach. Otaczał
ją delikatny Blask Chwały, a wokół niego tańczyły złote
drobinki. Nie wiem, jak to inaczej nazwać. Była piękna. Długie,
kręcone, brązowe włosy swobodnie opadały na ramiona i plecy. Rysy
jej twarzy były delikatne, oczy złote z połyskującymi
kawałkami... Czegoś błękitnego. Usta były pełne, koloru
malinowego. Jej twarz przyozdabiał delikatny uśmiech, pełen ciepła
i czułości. Chwyciła delikatnie moją dłoń i spojrzała mi
głęboko w oczy.
-Czy Ty jesteś Niall?- Spytała cicho.
Jej głos był melodyjny, pieścił uszy.
-Tak.- Odparłem, również szeptem.
Czułem się dziwnie. Jej dotyk był delikatny, ale za razem
czułem... Jakby łaskotał.
-Musisz ze mną iść, Nefil'u.-
Pogłaskała dłonią mój policzek, a przez moje ciało przeszedł
dreszcz. Długi, przeszywający i przyjemny.
-Jaki Nefil'u? I gdzie?- Uniosłem
jedną brew. Byłem zdezorientowany i poirytowany, a co
najważniejsze... Głodny. To irytowało mnie jeszcze bardziej.
Zaśmiała się dźwięcznie, przywracając mnie do rzeczywistości.
-Opowiem Ci, gdy już będziemy na
miejscu. Jak się pośpieszysz, to zdążysz coś zjeść.- Szepnęła.
Ruszyłem szybkim krokiem, nadal trzymając ją za rękę. Czułem
się bezpiecznie i pewnie, ale... Zatrzymałem się nagle, a ona
odwróciła się i przyjrzała mi dokładnie.
-Coś się stało?- Spytała czule.
Westchnąłem.
-Nawet nie wiem, jak masz na imię.
-Katherine. Chodź szybciej. Niebiosa
czekają.- Ponownie ruszyliśmy, szybkim krokiem. Nie wiem dlaczego,
ale moje serce przyśpieszyło swój rytm, a oddech stał się
płytszy. Nagle znaleźliśmy się przed ogromną bramą. Miała
przynajmniej 15 metrów wysokości. Zrobiona była ze złota, choć
zamek był srebrny. Gdy Katherine dotknęła jej, otworzyła się.
Teraz już szliśmy powoli. Wszędzie było biało i czysto, a
znajdowali się tutaj także ludzie. Po chwili byliśmy już w
budynku. Anielica otworzyła mosiężne drzwi i gestem zaprosiła
mnie do środka. Wszedłem bez zastanowienia, ale to, co tam
zobaczyłem, sprawiło, że stanąłem jak wryty.
-Liam?- Szepnąłem. Chłopak odwrócił
się w moją stronę i uśmiechnął słabo.
+Przepraszam. Rozdział dodam jutro... Po prostu w czwartek na treningu naciągnęłam ścięgno, a pt. warsztaty i impreza integracyjna. Kolejny podrozdział po pojawieniu się 1 rozdziału. Nie jest to zbyt ciekawe... Po prostu dowiadujemy się czegoś o reszcie :)
+Przepraszam. Rozdział dodam jutro... Po prostu w czwartek na treningu naciągnęłam ścięgno, a pt. warsztaty i impreza integracyjna. Kolejny podrozdział po pojawieniu się 1 rozdziału. Nie jest to zbyt ciekawe... Po prostu dowiadujemy się czegoś o reszcie :)
środa, 28 listopada 2012
Prolog
Pokazała je. Były ogromne, mieniły się każdym kolorem tęczy, choć trudno było to dostrzec, przez otaczający je blask. Musiałam zmrużyć oczy, aby cokolwiek zobaczyć. Mimo to byłem pewien, że to najpiękniejsza rzecz, jaką w życiu widziałem. Pióra były lekko nastroszone przy końcach. Jej oczy z najpiękniejszego błękitu, zmieniły się w kolor płynnego złota. W okół blasku, który otaczał jej osobę, widać było drobinki jakiegoś złotego pyłu. Jej skrzydła delikatnie uderzały w powietrze, rozwiewając jej lekko falowane, brązowe włosy. Uśmiechała się, a był to najpiękniejszy uśmiech, jaki w życiu widziałem. Idealnie pasował do jej pełnych, malinowych warg i delikatnych rys twarzy.
-Bad boy i Anioł. Podoba mi się.- Powiedziałem dość głośno i uśmiechnąłem się tajemniczo. Za to ona spoważniała, a uśmiech znikł z jej twarzy. Zrobiła się raczej... Smutna?
-Śmiertelnicy Anioły nie mogą być razem. Takie są zasady.- Szepnęła, smutnym głosem. Teraz byłem pewien, że to jej nie pasuje, tak samo, jak mi. Westchnąłem cicho.
-Jak już mówiłem, jestem bad boy'em, co znaczy, że nie trzymam się zasad.- Uśmiechnąłem się hytro, a następnie zbliżyłem się do niej i złączyłem nasze wargi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
