piątek, 30 listopada 2012

Moje przemyślenie.

Czasem nie warto sprzeciwiać się ludziom, którzy mają większą władzę, gdyż... Możemy stać się Upadłymi Aniołami.
Podrozdział  2 także pojawi się jutro. Mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni :) I, że choć trochę was to interesuje... Ja osobiście, chciałabym wiedzieć,  co taki Liam tam robi xD Poza tym, tutaj dałam wskazówkę, co do tego. Dobranoc. Dziękuję ;**

Poznaję, Znając . 1


Obudziłem się, ale jeszcze chwilę nie otwierałem oczu. Ręką szukałam zegarka, leżącego na szafce nocnej. W końcu odnalazłem go i uniosłem ociężałe powieki. 10:09. Westchnąłem i powoli podniosłem się z miękkiego łóżka. Gdzie jest Perrie? W łazience wziąłem szybki prysznic, a po nim wysuszyłem włosy i spędziłem 40 minut na ich układaniu. Szybko poszło, jak na mnie. Wróciłem do sypialni, gdzie ubrałem się w zwykłą, białą koszulkę, czarne rurki i białe buty Nike. Tak zwyczajnie. Dziś miałem wolne od pracy, więc nie trzeba było się zbytnio wystrajać. Tylko włosy, ale to już kwestia przyzwyczajenia. Zeszedłem na dół, do kuchni, a przy expresie do kawy znalazłem kartkę: "Musiałam jechać do wytwórni. Nie będzie mnie cały dzień. Wiem, że mieliśmy spędzić ten czas razem... Przepraszam. xx". Zgniotłem papier i wyrzuciłem do śmieci. Nie byłem zły, tylko raczej... Zawiedziony. Kolejny raz nie mogliśmy spędzić razem czasu. Choć może to i lepiej, chociaż nie będziemy się kłócić. Zrobiłem sobie kawy i szybko ją wypiłem. Nie miałem ochoty, ani zamiaru w dzień wolny siedzieć w domu. Trzeba korzystać, nawet jeśli to niewiele. Wziąłem najpotrzebniejsze rzeczy i wyszedłem. Słońce świeciło dość mocno, ale mimo to, powietrze było chłodne. Nie przejmowałem się tym zbytnio. Do centrum doszedłem w pół godziny, przez dziewczyny, które chciały autografy i zdjęcia. Kiedyś mnie z tym cholera trafi. Nie to, że tego nie lubię, ja po prostu... Czasem chciałbym być normalny, nierozpoznawalny. Mieć chwilę świętego spokoju. Poszedłem do Mc- donalda, sam nie wiem czemu. Zamówiłem dużą porcję frytek i usiadłem przy 2 osobowym stoliku. Zacząłem powoli jeść, gdy nagle mnie olśniło. Sen, który dziś miałem. Anioł. To przez to od samego obudzenia byłem rozkojarzony. Wydawał się taki realistyczny... Jakbym był tam, razem z tą dziewczyną. Pewnie w ogóle nie istnieje, a moja podświadomość ją sobie wymyśliła. Tylko jaki w tym sens? Delikatne rysy jej twarzy, uśmiech, włosy, oczy i ... Skrzydła. Były piękne. Nie. Ona Była, Jest i Będzie piękna, nawet, jeśli nie istnieje.
-Mogę się dosiąść?- Z zamyślenia wyrwał mnie melodyjny, kobiecy głos. Nie raczyłem obrzucić jej spojrzeniem, uparcie wpatrywałem się we frytki. Kolejna pokręcona fanka?
-A nie możesz gdzie indziej?- Spytałem chłodno. Nie miałem ochoty na niczyje towarzystwo. Wolałem być sam i myśleć.
-Wszystkie inne miejsca są zajęte.- Odpowiedziała spokojnie. Skądś kojarzyłem jej głos, tylko nie wiem skąd... Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Mówiła prawdę, nawet jedno krzesło nie było wolne.
-Siadaj.- Powiedziałem obojętnie. Gdy zajęła miejsce na przeciw mnie, spojrzałem na nią. Te oczy... Tak głęboki błękit. Wpatrywałem się w nią zszokowany. Delikatne rysy jej twarzy, mały nos i pełne, malinowe usta. Czy to możliwe? Jej długie, falowane, brązowe włosy zakrywały sporą część jej twarzy. Mimo to, miałem pewność. To ona była Aniołem z mojego snu. Ale jak...? Przeznaczenie? Nigdy w nic takiego nie wierzyłem, ale to, co się właśnie stało, skłania mnie do innego myślenia.
-Jak masz na imię?- Spytałem, nagle zainteresowany jej osobą. Podniosła głowę i delikatnie się do mnie uśmiechnęła.
-Katherine, a ty?- Jej głos był dźwięczny i wywoływał u mnie dziwne uczucie. Uśmiechałem się do niej, a raczej szczerzyłem jak idiota.
-Zayn. Nie znasz mnie?- Spytałem, lekko zdziwiony.
-Przeprowadziłam się do Anglii 2 dni temu. Powinnam cię znać?- Była zdezorientowana.
-Zayn Malik z zespołu One Direction.- Powiedziałem cicho. Pierwsza dziewczyna, która nie wie, kim jestem. Dziwne uczucie, rozmawiać z kimś nie sławnym, i nie czuć tego podniecenia, które od nich bije.
-Przykro mi. To znaczy... Nie wiem, czy powinno mi być przykro. - Skrzywiła się lekko. Nawet teraz wyglądała uroczo i słodko.
-Nie powinno. To wspaniale, poznać zwykła dziewczynę, która nie piszczy na mój widok. To takie... Miłe.- Katherine zjadła już swoją sałatkę. Powoli lustrowała mnie wzrokiem. W jej oczach dostrzegłem błysk czegoś złotego. Czy to może znaczyć...? Nie. Na pewno nie pokaże skrzydeł w miejscu publicznym.
-Dasz mi swój numer? - Spytałem nagle, przerywając niezręczną ciszę. Sam nie wiem, dlaczego. Przecież ja jestem z Perrie!
-Jasne.- Wzięła serwetkę, a z torebki wyjęła długopis i starannie napisała ciąg cyfr, po czym mi podała. Uśmiechnąłem się do niej serdecznie, co ona odwzajemniła. Miała kształtne, malinowe usta. Nerwowo przygryzłem dolną wargę.
-Pójdę już.- Szepnęła. Zrobiło mi się... Smutno? Nie chciałem, żeby odchodziła, ani teraz, ani nigdy. Wolałem, żeby została ze mną, na zawsze.
-Może cię odprowadzić?- Zaproponowałem cicho. Chciałem być z nią choć chwilę dłużej. Uśmiechnęła się do mnie przepraszająco.
-Nie, dziękuję. Miło było cię poznać, Zayn.- Powiedziała ciepło.

-To nie będzie nasze ostatnie spotkanie.- Mruknąłem, bardziej do siebie, niż do niej. Chyba to usłyszała, ponieważ uśmiechnęła się do mnie tajemniczo.
-Więc do zobaczenia.- Sprostowała, po czym odwróciła się i odeszła. Siedziałem tak,jeszcze przez chwilę. Spojrzałem na serwetkę. Uśmiechnąłem się sam do siebie, a następnie schowałem ją głęboko do kieszeni. Wyszedłem przed budynek i wyjąłem fajkę. Odpaliłem, mocno się zaciągając. To dziwne uczucie w środku nadal nie dawało mi spokoju. Czułem się, jak na haju, tylko... Zabrano mi mój narkotyk. Szybko spaliłem szluga i wyrzuciłem go do studzienki. Ruszyłem wolnym krokiem do domu, dłonie chowając do kieszeni. Na szczęście, nikt mnie nie zaczepiał. Gdy tylko znalazłem się w domu, opadłem na kanapę i wyciągnąłem telefon. Napisałem sms-a do Katherine: „Hej. To ja, Zayn. Chciałabyś się spotkać?”. Wysłałem. Moje serce przyśpieszyło swój rytm pięciokrotnie. Bałem się, ale czego? Że mi odmówi? Odpowiedź dostałem niemal natychmiast : „Jasne. Kiedy? Dziś i jutro nie mam czasu...”. Ucieszyłem się. Boże, ja szalałem z radości. „Wtorek 15 park?”. To dziwne uczucie w środku nie dawało mi spokoju. Tylko 2 dni i znów ją zobaczę... A co z Perrie? Nie może się dowiedzieć. Za nic na świecie. Katherine będzie... Sekretną przyjaciółką. Bo będzie przyjaciółką, prawda? Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk sms-a: „Mi pasuje. Do zobaczenia! Xoxo”. Odetchnąłem głęboko. Delikatnie odłożyłem telefon na kanapę, a n następnie wstałem i krzyknąłem. Moją radość przerwał dzwoniący telefon.
-Halo?- Odezwałem się zachrypniętym głosem od krzyku głosem. Odchrząknąłem.
-Siema, tu Niall. Może chcielibyście z Perrie do mnie wpaść?
-Jestem sam, ona pojechała do wytwórni. Jasne, że przyjdę. Kupić coś?
-Hmm... Coś do picia i ze 2 pizze, jeśli możesz.- Odparł wesoło blondynek. Westchnąłem.
-Będzie ktoś jeszcze?- Spytałem, pocierając czoło.
-Harry, Liam i Louis. Wiesz, taki męski wieczór.- Entuzjazm nadal go nie opuszczał.
-Dobra, to niedługo będę. -Powiedziałem cicho. Już widzę ten nasz „męski wieczór”.
-To czekamy!- Krzyknął Horan do słuchawki, na co ja się skrzywiłem. Rozłączyłem się, a następnie założyłem czarną, skórzaną kurtkę. Wziąłem kluczyki od samochodu i wyszedłem. Po 40 minutach byłem na miejscu z 4 pizzami (tak wiem, mówił 2, ale 2 to on sam zje) i 2 litrami alkoholu. Wszedłem bez pukania i, gdy tylko znalazłem się w salonie, Niall i Hazza się na mnie rzucili. Ten 1 po jedzenie, a 2 po „napoje”. Irlandczyk od razu wsunął w siebie jeden kawałek, a Harry nam polał (no, oprócz Liam'owi). Wypiłem pierwszy kieliszek i zjadłem kawałek pizzy. Chłopaki gadali i śmiali się, a ja myślałem. Katherine i Perrie. Nie wiedziałem, co o tym myśleć. Byłem kompletnym kretynem. Co ja gadam, nadal jestem. Niby Katherine prawie nie znałem, ale nie mogłem przestać o niej myśleć. Poza tym... Miałem wrażenie, że ją znam. Tak, ze snów, ale czy to się nie liczy? Ważne, by była ona. Perrie... Nie układało się. Ciągle kłótnie, awantury, problemy i ucieczki. Gdy tylko mogła, znikała, tłumacząc się wytwórnią, a ja nie próbowałem jej zatrzymać. Denerwowało mnie to, że wszędzie wszyscy myślą, że jest różowo, że jesteśmy szczęśliwi, zakochani i idealni. Żadnych problemów.
-Zamierzam zerwać z Perrie.- Powiedziałem, a 4 pary zszokowanych oczu, spojrzały na mnie.
-Dlaczego? - Zapytał cicho Liam. Tak właściwie, oni też myśleli, że jest kolorowo. Nie lubiłem mówić o swoich problemach i zmartwieniach, a tym bardziej nie lubiłem płakać i użalać się nad sobą. To jest... Jak oznaka słabości, a ja nie jestem słaby. Nawet przy przyjaciołach nie lubiłem się rozklejać.
-Ponieważ już od dawna nam się nie układa. Ciągle się kłócimy, unikamy... Ja już nie mam siły. -Ostatnie słowa wypowiedziałem szeptem, a Naill mnie przytulił. Było mi lepiej. To z nim zawsze miałem najlepszy kontakt. Był taki delikatny, i wrażliwy na zło świata. Znał mnie na wylot. Ten mały, żarłoczny człowieczek. Naprawdę nie lubiłem okazywać słabości, ale przy nich... To byli przyjaciele, powinni wiedzieć. Rozumieli to, jak nikt inny. W końcu się od niego odsunąłem. Nalałem sobie kieliszek wódki i szybko wypiłem. Tak raz, za razem, aż byłem wstawiony. Nieźle wstawiony. Zaczęliśmy tańczyć, śpiewać. Ogólnie się wygłupiać. Po długiej ilości czasu podszedłem do blondyna.
-Niall... Mogę spać u ciebie?- Spytałem go. On chyba upił się najbardziej. Liam próbował ogarnąć Harry'ego i Louis'a, którzy Bóg wie, co robili. Irlandczyk skinął głową, a ja udałem się do pierwszej napotkanej sypiali. Bez zastanowienia opadłem na łóżko i natychmiast zasnąłem.

-Długo kazałeś na siebie czekać.- Usłyszałem jej melodyjny głos z tyłu. Byłem na łące. Trawa była zielona, a w oddali był ogromny, ciemny las. Słońce świeciło, ogrzewając moje ciało. Odwróciłem się i ujrzałem Ją. Siedziała w cieniu pod drzewem, ubrana w szare rurki, czarną bokserkę i białe converse. Uśmiechała się delikatnie, a letni wiatr lekko rozwiewał jej włosy. Usiadłem obok niej i splotłem nasze palce. Ona położyła mi głowę na ramieniu.
-Tęskniłem.- Szepnąłem, ponieważ taka była prawda. Brakowało mi jej, nawet, jeśli to tylko sen.
-Ja też.- Odpowiedziała, również szeptem. Oboje potrzebowaliśmy swojej bliskości. Szkoda, że nie naprawdę.Jej głos i dotyk wywoływały u mnie dreszcze. Serce przyśpieszało swój rytm, a nogi odmawiały posłuszeństwa. Nigdy, żadna dziewczyna nie wywoływała u mnie czegoś podobnego.
-Uważasz, że powinienem zerwać z Perrie?- Spytałem nagle. Spojrzała mi w oczy. Jej miały już odcień złota. Czułem, że czas się kończy.
-Jeśli nie jesteś z nią szczęśliwy, to tak.- Odpowiedziała, wstając. Dołączyłem do niej. Z jej pleców znów wyrosły ogromne, piękne skrzydła. Starałem się im nie przyglądać, więc szybko złączyłem nasze wargi. Przyciągnąłem ją do siebie mocniej, rozkoszując się słodkim smakiem jej ust. Ona wplątała mi dłoń we włosy. Bliskość jej ciała obok mojego, przyprawiała o dreszcze. Całowałem ją namiętnie, z pełnym oddaniem, a ona odwzajemniała każdy najmniejszy całus. Czułem się w końcu na swoim miejscu. Jakbyśmy byli dla siebie stworzeni. Nagle wszystko zniknęło, a ja widziałem tylko swoje powieki od środka. Dlaczego to tak szybko się skończyło? Powoli otworzyłem, lekko sklejone oczy. Byłem w sypialni blondyna. Poznaję, po zielonych ścianach i … Byłem przytulony do Niall'a. Uśmiechnąłem się, na widok przyjaciela. Od ciepła miał wypieki na twarzy, które sprawiły, że był jeszcze bardziej uroczy. Kochałem go, tak, jak kocha się brata. Był mi bardzo bliski. Spojrzałem na zegarek. Cholera, 13.
-Niall, wstawaj.- Zacząłem nim delikatnie trząść, aż otworzył oczy. Spojrzał na mnie zmęczony.
-Co jest?- Spytał, lekko zachrypniętym głosem
-13 jest. 3 godziny zostały.- Powiedziałem, a on zerwał się na równe nogi. Później on pobiegł na dół, wszystko szykować, a ja budziłem chłopaków. Wziąłem szybki prysznic, ułożyłem włosy. Zszedłem na dół i wypiłem „specjał na kaca”, a następnie pojechałem do siebie, by się przebrać. Otworzyłem drzwi.
-Hej, skarbie.- Usłyszałem melodyjny głos Perrie, po wejściu do domu. Pocałowałem ją przeciągle, co ona odwzajemniła
-Została mi godzina, muszę się przebrać.- Powiedziałem, a następnie ją wyminąłem i udałem się do sypialni. Założyłem ciemne, przetarte rurki, czarną koszulkę z jakimiś napisami na krótki rękawek. Butów nie zmieniałem. Zbiegłem na dół.
-Jedziesz do studia?- Spytała z salonu. Ja byłem w przedpokoju i właśnie zakładałem kurtkę. Jakoś nie miałem ochoty z nią rozmawiać.
-Tak. Nie wiem, o której wrócę.- I wyszedłem. Bez żadnego „pa”, czy „kocham cię”. Byłem na siebie wkurzony. Wsiadłem do samochodu i z całej siły wcisnąłem pedał gazu. Co ja odwalam? Mknąłem ulicami Londynu, aż znalazłem się na miejscu. Razem z chłopakami czekaliśmy na Simona, który się trochę spóźnił. W końcu, gdy dotarł, poszliśmy nagrywać. Zeszło nam tak do 22. Wszystko przez to, że myślami byłem gdzie indziej. Co chwilę ktoś mnie szturchał, albo na mnie krzyczał. W przerwach pisałem z Katherine. O tym, jak mija jej dzień, o moich zmartwieniach... Powiedziałem, że chcę zerwać z dziewczyną. Choć nie chcę. To dziwne, prawda?


+ Spieprzyłam końcówkę, gdyż nie chciało mi się już dokładnie wszystkiego wypisywać xdd Ciągle nie mam czasu, ktoś cały czas czegoś wymaga... ;cc

Podrozdział 1 - Niall


Szedłem spokojnie ulicą. Była biała, a z każdej strony znajdował się jakiś mały budynek. Panował tłok. Anioły. Bo ludzie ze skrzydłami to Anioły, prawda? Byli piękni, a ich skrzydła... Widok nie do opisania. Mieniły się wszystkimi możliwymi kolorami tęczy. Czy gdzieś nie było napisane, że powinien je otaczać Blask Chwały? Ja w każdym bądź razie, nic takiego nie widziałem. Tak, ich skrzydła lekko świeciły, jakby ktoś powsadzał w nie żarówki, ale nie było oślepiającego blasku. Dlaczego? Ponieważ zapewne był to sen. Czułem się taki mały, nikt nie zwracał na mnie uwagi. Szedłem powoli, patrząc w każdą możliwą stronę. Musiałem śmiesznie wyglądać, ciągle machając tak głową. W końcu, zapatrzony na lecącego Anioła, wpadłem na kogoś. Jak się po chwili okazało, była to piękna Anielica. Nie, Archanioł-kobieta. Jej skrzydła nie były jednokolorowe lecz były całą gamą kolorów. Mieniły się nimi z każdej strony. Pióra były lekko nastroszone przy końcach. Otaczał ją delikatny Blask Chwały, a wokół niego tańczyły złote drobinki. Nie wiem, jak to inaczej nazwać. Była piękna. Długie, kręcone, brązowe włosy swobodnie opadały na ramiona i plecy. Rysy jej twarzy były delikatne, oczy złote z połyskującymi kawałkami... Czegoś błękitnego. Usta były pełne, koloru malinowego. Jej twarz przyozdabiał delikatny uśmiech, pełen ciepła i czułości. Chwyciła delikatnie moją dłoń i spojrzała mi głęboko w oczy.
-Czy Ty jesteś Niall?- Spytała cicho. Jej głos był melodyjny, pieścił uszy.
-Tak.- Odparłem, również szeptem. Czułem się dziwnie. Jej dotyk był delikatny, ale za razem czułem... Jakby łaskotał.
-Musisz ze mną iść, Nefil'u.- Pogłaskała dłonią mój policzek, a przez moje ciało przeszedł dreszcz. Długi, przeszywający i przyjemny.
-Jaki Nefil'u? I gdzie?- Uniosłem jedną brew. Byłem zdezorientowany i poirytowany, a co najważniejsze... Głodny. To irytowało mnie jeszcze bardziej. Zaśmiała się dźwięcznie, przywracając mnie do rzeczywistości.
-Opowiem Ci, gdy już będziemy na miejscu. Jak się pośpieszysz, to zdążysz coś zjeść.- Szepnęła. Ruszyłem szybkim krokiem, nadal trzymając ją za rękę. Czułem się bezpiecznie i pewnie, ale... Zatrzymałem się nagle, a ona odwróciła się i przyjrzała mi dokładnie.
-Coś się stało?- Spytała czule. Westchnąłem.
-Nawet nie wiem, jak masz na imię.
-Katherine. Chodź szybciej. Niebiosa czekają.- Ponownie ruszyliśmy, szybkim krokiem. Nie wiem dlaczego, ale moje serce przyśpieszyło swój rytm, a oddech stał się płytszy. Nagle znaleźliśmy się przed ogromną bramą. Miała przynajmniej 15 metrów wysokości. Zrobiona była ze złota, choć zamek był srebrny. Gdy Katherine dotknęła jej, otworzyła się. Teraz już szliśmy powoli. Wszędzie było biało i czysto, a znajdowali się tutaj także ludzie. Po chwili byliśmy już w budynku. Anielica otworzyła mosiężne drzwi i gestem zaprosiła mnie do środka. Wszedłem bez zastanowienia, ale to, co tam zobaczyłem, sprawiło, że stanąłem jak wryty.
-Liam?- Szepnąłem. Chłopak odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął słabo.

+Przepraszam. Rozdział dodam jutro... Po prostu w czwartek na treningu naciągnęłam ścięgno, a pt. warsztaty i impreza integracyjna. Kolejny podrozdział po pojawieniu się 1 rozdziału. Nie jest to zbyt ciekawe... Po prostu dowiadujemy się czegoś o reszcie :) 

środa, 28 listopada 2012

Prolog


Pokazała je. Były ogromne, mieniły się każdym kolorem tęczy, choć trudno było to dostrzec, przez otaczający je blask. Musiałam zmrużyć oczy, aby cokolwiek zobaczyć. Mimo to byłem pewien, że to najpiękniejsza rzecz, jaką w życiu widziałem. Pióra były lekko nastroszone przy końcach. Jej oczy z najpiękniejszego błękitu, zmieniły się w kolor płynnego złota. W okół blasku, który otaczał jej osobę, widać było drobinki jakiegoś złotego pyłu. Jej skrzydła delikatnie uderzały w powietrze, rozwiewając jej lekko falowane, brązowe włosy. Uśmiechała się, a był to najpiękniejszy uśmiech, jaki w życiu widziałem. Idealnie pasował do jej pełnych, malinowych warg i delikatnych rys twarzy.
-Bad boy i Anioł. Podoba mi się.- Powiedziałem dość głośno i uśmiechnąłem się tajemniczo. Za to ona spoważniała, a uśmiech znikł z jej twarzy. Zrobiła się raczej... Smutna?
-Śmiertelnicy  Anioły nie mogą być razem. Takie są zasady.- Szepnęła, smutnym głosem. Teraz byłem pewien, że to jej nie pasuje, tak samo, jak mi. Westchnąłem cicho.
-Jak już mówiłem, jestem bad boy'em, co znaczy, że nie trzymam się zasad.- Uśmiechnąłem się hytro, a następnie zbliżyłem się do niej i złączyłem nasze wargi.