piątek, 30 listopada 2012

Podrozdział 1 - Niall


Szedłem spokojnie ulicą. Była biała, a z każdej strony znajdował się jakiś mały budynek. Panował tłok. Anioły. Bo ludzie ze skrzydłami to Anioły, prawda? Byli piękni, a ich skrzydła... Widok nie do opisania. Mieniły się wszystkimi możliwymi kolorami tęczy. Czy gdzieś nie było napisane, że powinien je otaczać Blask Chwały? Ja w każdym bądź razie, nic takiego nie widziałem. Tak, ich skrzydła lekko świeciły, jakby ktoś powsadzał w nie żarówki, ale nie było oślepiającego blasku. Dlaczego? Ponieważ zapewne był to sen. Czułem się taki mały, nikt nie zwracał na mnie uwagi. Szedłem powoli, patrząc w każdą możliwą stronę. Musiałem śmiesznie wyglądać, ciągle machając tak głową. W końcu, zapatrzony na lecącego Anioła, wpadłem na kogoś. Jak się po chwili okazało, była to piękna Anielica. Nie, Archanioł-kobieta. Jej skrzydła nie były jednokolorowe lecz były całą gamą kolorów. Mieniły się nimi z każdej strony. Pióra były lekko nastroszone przy końcach. Otaczał ją delikatny Blask Chwały, a wokół niego tańczyły złote drobinki. Nie wiem, jak to inaczej nazwać. Była piękna. Długie, kręcone, brązowe włosy swobodnie opadały na ramiona i plecy. Rysy jej twarzy były delikatne, oczy złote z połyskującymi kawałkami... Czegoś błękitnego. Usta były pełne, koloru malinowego. Jej twarz przyozdabiał delikatny uśmiech, pełen ciepła i czułości. Chwyciła delikatnie moją dłoń i spojrzała mi głęboko w oczy.
-Czy Ty jesteś Niall?- Spytała cicho. Jej głos był melodyjny, pieścił uszy.
-Tak.- Odparłem, również szeptem. Czułem się dziwnie. Jej dotyk był delikatny, ale za razem czułem... Jakby łaskotał.
-Musisz ze mną iść, Nefil'u.- Pogłaskała dłonią mój policzek, a przez moje ciało przeszedł dreszcz. Długi, przeszywający i przyjemny.
-Jaki Nefil'u? I gdzie?- Uniosłem jedną brew. Byłem zdezorientowany i poirytowany, a co najważniejsze... Głodny. To irytowało mnie jeszcze bardziej. Zaśmiała się dźwięcznie, przywracając mnie do rzeczywistości.
-Opowiem Ci, gdy już będziemy na miejscu. Jak się pośpieszysz, to zdążysz coś zjeść.- Szepnęła. Ruszyłem szybkim krokiem, nadal trzymając ją za rękę. Czułem się bezpiecznie i pewnie, ale... Zatrzymałem się nagle, a ona odwróciła się i przyjrzała mi dokładnie.
-Coś się stało?- Spytała czule. Westchnąłem.
-Nawet nie wiem, jak masz na imię.
-Katherine. Chodź szybciej. Niebiosa czekają.- Ponownie ruszyliśmy, szybkim krokiem. Nie wiem dlaczego, ale moje serce przyśpieszyło swój rytm, a oddech stał się płytszy. Nagle znaleźliśmy się przed ogromną bramą. Miała przynajmniej 15 metrów wysokości. Zrobiona była ze złota, choć zamek był srebrny. Gdy Katherine dotknęła jej, otworzyła się. Teraz już szliśmy powoli. Wszędzie było biało i czysto, a znajdowali się tutaj także ludzie. Po chwili byliśmy już w budynku. Anielica otworzyła mosiężne drzwi i gestem zaprosiła mnie do środka. Wszedłem bez zastanowienia, ale to, co tam zobaczyłem, sprawiło, że stanąłem jak wryty.
-Liam?- Szepnąłem. Chłopak odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął słabo.

+Przepraszam. Rozdział dodam jutro... Po prostu w czwartek na treningu naciągnęłam ścięgno, a pt. warsztaty i impreza integracyjna. Kolejny podrozdział po pojawieniu się 1 rozdziału. Nie jest to zbyt ciekawe... Po prostu dowiadujemy się czegoś o reszcie :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz