Szedłem spokojnie ulicą. Była biała,
a z każdej strony znajdował się jakiś mały budynek. Panował
tłok. Anioły. Bo ludzie ze skrzydłami to Anioły, prawda? Byli
piękni, a ich skrzydła... Widok nie do opisania. Mieniły się
wszystkimi możliwymi kolorami tęczy. Czy gdzieś nie było
napisane, że powinien je otaczać Blask Chwały? Ja w każdym bądź
razie, nic takiego nie widziałem. Tak, ich skrzydła lekko świeciły,
jakby ktoś powsadzał w nie żarówki, ale nie było oślepiającego
blasku. Dlaczego? Ponieważ zapewne był to sen. Czułem się taki
mały, nikt nie zwracał na mnie uwagi. Szedłem powoli, patrząc w
każdą możliwą stronę. Musiałem śmiesznie wyglądać, ciągle
machając tak głową. W końcu, zapatrzony na lecącego Anioła,
wpadłem na kogoś. Jak się po chwili okazało, była to piękna
Anielica. Nie, Archanioł-kobieta. Jej skrzydła nie były
jednokolorowe lecz były całą gamą kolorów. Mieniły się nimi z
każdej strony. Pióra były lekko nastroszone przy końcach. Otaczał
ją delikatny Blask Chwały, a wokół niego tańczyły złote
drobinki. Nie wiem, jak to inaczej nazwać. Była piękna. Długie,
kręcone, brązowe włosy swobodnie opadały na ramiona i plecy. Rysy
jej twarzy były delikatne, oczy złote z połyskującymi
kawałkami... Czegoś błękitnego. Usta były pełne, koloru
malinowego. Jej twarz przyozdabiał delikatny uśmiech, pełen ciepła
i czułości. Chwyciła delikatnie moją dłoń i spojrzała mi
głęboko w oczy.
-Czy Ty jesteś Niall?- Spytała cicho.
Jej głos był melodyjny, pieścił uszy.
-Tak.- Odparłem, również szeptem.
Czułem się dziwnie. Jej dotyk był delikatny, ale za razem
czułem... Jakby łaskotał.
-Musisz ze mną iść, Nefil'u.-
Pogłaskała dłonią mój policzek, a przez moje ciało przeszedł
dreszcz. Długi, przeszywający i przyjemny.
-Jaki Nefil'u? I gdzie?- Uniosłem
jedną brew. Byłem zdezorientowany i poirytowany, a co
najważniejsze... Głodny. To irytowało mnie jeszcze bardziej.
Zaśmiała się dźwięcznie, przywracając mnie do rzeczywistości.
-Opowiem Ci, gdy już będziemy na
miejscu. Jak się pośpieszysz, to zdążysz coś zjeść.- Szepnęła.
Ruszyłem szybkim krokiem, nadal trzymając ją za rękę. Czułem
się bezpiecznie i pewnie, ale... Zatrzymałem się nagle, a ona
odwróciła się i przyjrzała mi dokładnie.
-Coś się stało?- Spytała czule.
Westchnąłem.
-Nawet nie wiem, jak masz na imię.
-Katherine. Chodź szybciej. Niebiosa
czekają.- Ponownie ruszyliśmy, szybkim krokiem. Nie wiem dlaczego,
ale moje serce przyśpieszyło swój rytm, a oddech stał się
płytszy. Nagle znaleźliśmy się przed ogromną bramą. Miała
przynajmniej 15 metrów wysokości. Zrobiona była ze złota, choć
zamek był srebrny. Gdy Katherine dotknęła jej, otworzyła się.
Teraz już szliśmy powoli. Wszędzie było biało i czysto, a
znajdowali się tutaj także ludzie. Po chwili byliśmy już w
budynku. Anielica otworzyła mosiężne drzwi i gestem zaprosiła
mnie do środka. Wszedłem bez zastanowienia, ale to, co tam
zobaczyłem, sprawiło, że stanąłem jak wryty.
-Liam?- Szepnąłem. Chłopak odwrócił
się w moją stronę i uśmiechnął słabo.
+Przepraszam. Rozdział dodam jutro... Po prostu w czwartek na treningu naciągnęłam ścięgno, a pt. warsztaty i impreza integracyjna. Kolejny podrozdział po pojawieniu się 1 rozdziału. Nie jest to zbyt ciekawe... Po prostu dowiadujemy się czegoś o reszcie :)
+Przepraszam. Rozdział dodam jutro... Po prostu w czwartek na treningu naciągnęłam ścięgno, a pt. warsztaty i impreza integracyjna. Kolejny podrozdział po pojawieniu się 1 rozdziału. Nie jest to zbyt ciekawe... Po prostu dowiadujemy się czegoś o reszcie :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz