wtorek, 25 grudnia 2012

Zawieszam bloga.

Nie wiem, czy kogoś to obchodzi, bo nie wiem, czy ktoś to czyta. Mniejsza. Ze względu na brak czasu zawieszam bloga na czas nieokreślony. Napiszę kilka rozdziałów do przodu i kontynuuję pracę. Gdyby ktoś chciał się szybciej dowiedzieć o wznowionej pracy na blogu zapraszam na mojego Twittera : @HoranIsMyDrugxx. Dziękuję za uwagę. Pozdrawiam.
Wesołych Świąt :)

niedziela, 16 grudnia 2012

Podrozdział Niall 6


-Dobra. Teraz wyjaśnij mi, o co chodzi z tą całą „wagą”- Nakazałem, gdy tylko Zayn zasnął. Wyglądał tak słodko. Pasowali do siebie, jakby stworzeni byli tylko po to, by być razem. Miał delikatnie zaczerwienione policzki od mrozu, ale trudno to było zobaczyć, przez jego karnację. Wszyscy mówią, że to ja jestem ten najsłodszy, ale gdyby zobaczyli śpiącego Malik'a... Widok, na który serce mięknie. Katherine dała mu całusa w czoło, po czym wyplątała się z jego objęć. Usiadła naprzeciw mnie i spojrzała na mnie poważnie.
-To najdłuższa i najmroczniejsza historia Aniołów.- Szepnęła. W jej oczach widziałem strach i ból. Chciałem ją przytulić, czując bijący od niej niepokój. To, czego chciałem się dowiedzieć, musiało być dla niej straszne. Tylko dlaczego? I co z tym wspólnego ma mój przyjaciel? Patrzyłem na nią wyczekująco, ale byłem lekko zmieszany. Znów nic nie rozumiem. Zresztą... I tak wiem więcej, niż on. W tej całej sytuacji nasz „bad boy” wydaje się najbardziej bezbronną osobą.
-Nie myśl, że on nie ma na nic wpływu. Tutaj on jest tą wagą, kluczem i rozwiązaniem. Nazywaj to jak chcesz.
-Opowiedz mi tą historię.- Poprosiłem cicho. W jej oczach widziałem łzy, ale zamrugała kilkakrotnie, a one zniknęły bezpowrotnie.
-To historia, którą zapoczątkował Upadek. Od tamtego momentu, w którym Lucyfer sprzeciwił się Bogu, tworzył armię, która będzie walczyć w tej Wojnie. Anioły, które walczyć będą w imię Boga i demony, które służą tylko Szatanowi.- Wzięła głęboki wdech. Kiedyś pomyślałbym, że ktoś opowiada mi bajkę, ale po ostatnich wydarzeniach... Nic mnie nie zdziwi. Będąc w niebiosach, Kathy poznała mnie z Hayley – dziewczyną z mojej wizji. Bo to, co wtedy widziałem, tak wyraźnie, jakbym oglądał film w HD, było wizją przyszłości. Oczywiście, wszystko zależy od wyborów jakich dokonam. I taki właśnie jest mój dar. Potrafię (na podstawie wyborów) przewidzieć to, co się stanie. Katherine kontynuowała.
-Demony nie atakują tylko dla tego, że jest równowaga. WAGA od tego, że ona przeważy nasze losy. Zayn ma być tym, który sprawi, że sprzeciwię się Bogu. On doprowadzi do mojego upadku i wtedy rozstrzygną się losy świata.- Po ostatnich słowach jej policzki były mokre. Czyli... Mój żołądek zwariował. Za dużo, jak na jeden dzień.
-Liam wie o tym?- Spytałem cicho, a ona w odpowiedzi pokiwała tylko głową. Dlaczego on jest taki spokojny? Wie o wszystkim, a zachowuje się jakby... No właśnie. Jakby nic się nie stało, bo przecież on nie wybrał strony. Jakby jego to nie dotyczyło. Tylko, do cholery, to dotyczy każdą najmniejszą mrówkę na tym świecie. Ich wojna może nas wszystkich zabić.
-Od początku upadku rodziła się Waga. Nie udawało się im doprowadzić do upadku, ale teraz jest inaczej. Ta Waga zwiastowana była od samego początku. Tej ma się udać.- Szlochała, ale mimo to nie pozwoliła mi się przytulić. Czułem ból w klatce piersiowej. Oni się kochają. Ta miłość jest... Prawdziwa. Delikatnie otarłem jej policzki i wtedy to zobaczyłem. Ich. Razem, kochających się, szczęśliwych. Tylko jakiego wyboru to dotyczy? I czy ten właśnie wybór nie zabije nas wszystkich?

+ I to jest podrozdział do rozdziału waga. Uf. xd 

sobota, 15 grudnia 2012

Podrozdział Niall 5


Zayn wczoraj wyszedł i nie wrócił. Kathy tylko mnie przytulała... Znów moja wina. Chciałem mu powiedzieć, ona nie pozwoliła, ja się rozkleiłem, ona przytuliła. Bez sensu. Wszystko nie ma sensu. Jestem kretynem. No, ale mamy pewność, że Zayn coś do niej czuje. To mnie pocieszało. Dzwoniłem do niego chyba z 1000 razy, ale nic. Napisał tylko SMS-a, że jest u Harry'ego i Lou, że nie wróci na noc, bo jest bardzo zmęczony. Nie odpisałem, bo nie miałem bladego pojęcia, co miałbym napisać. Siedziałem przed telewizorem. Gapiłem się w jego czarny ekran, ale widziałem kolorowe sceny. Jak?
Śliczna blondynka. Włosy były jasne i piękne... Złote? Uśmiechała się delikatnie. Miała duże, fiołkowe oczy. Nigdy nie widziałem kogoś z takimi oczami. Roześmiana twarz. Wiatr lekko poruszał jej zwiewną, biała sukienką i włosami. Patrzyła na coś, ale nie mogłem dostrzec na co. Kim była? Zaczęła powoli iść po zielonej trawie. Miała bose stopy. Słońce idealnie oświetlało jej bladą cerę i różane policzki. Zmierzała w stronę lasu. Po co? Tam było ciemno, wilgotno i zimno. Uśmiech powoli znikał, a zastępował go smutek i zdumienie. Z lasu wyłonił się chłopak. Niestety, ale nie widziałem jego twarzy, przez oślepiającą gwiazdę. Dziewczyna zaczęła biec i rzuciła się na niego ze szlochem. Płakała, ale chyba ze szczęścia. Tuliła go do siebie, jakby od tego miało zależeć ich istnienie. Słone krople szybko spływały po jej twarzy, a na ich miejscu znajdowały się nowe, świeższe. Pocałowała go. W swoim sercu poczułem ukłucie, a wargi delikatnie zamrowiły. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że moje serce przyśpieszyło rytm, a oddech stał się płytszy. Całowała go z pełnym oddaniem. Po chwili odsunęła się od niego i spojrzała mu głęboko w oczy.
-Już nigdy więcej nie odchodź.- Szepnęła, wtulając się w jego tors. Wtedy zobaczyłem jego uśmiechniętą twarz. Nie, poprawka. MOJĄ TWARZ.
Obraz znikł. Nie wiedziałem, co mam o tym myśleć. Siedziałem jak wryty i gapiłem się w czarny ekran.
-KATHERINE!- Wydarłem się. Nie było jej tu, ale może usłyszy. Bałem się, tylko nie wiedziałem czego. Co to do cholery było? Zacząłem kołysać się w przód i w tył. Boże, Boże, Boże. Czułem, jak ta scena wypala miejsce w moje głowie.
-Jestem- Usłyszałem jej głos przy uchu, przez co się wzdrygnąłem. Przytuliła mnie. Ostatnio była moją najlepszą przyjaciółką. Opowiedziałem jej o wszystkim, a ona słuchała z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Chyba była zdumiona. Czułem się dziwnie, bo nie byłem pewien, czy to stało się naprawdę. Ona nadal trzymała mnie w ramionach, ale czułem... Potrzebowałem uścisku kogoś innego. Tej dziewczyny? Nawet nie wiem, czy istnieje.
-Chyba odkryłeś swój talent.- Uśmiechnęła się uroczo. Talent? Nie widzę tutaj nic związanego z talentem. Czułem się dziwnie, a w moim gardle znalazła się wielka gula.
-Nie przejmuj się.- Szepnęła. - Pomogę Ci. Od tego ma się przyjaciół.

+ ON MIAŁ BYĆ MIĘDZY "WSZYSTKO MNIE DENERWUJE" A "WAGA" SORYY! Przepraszam, że nie pisałam. Ostatnio mam wiele problemów...

sobota, 8 grudnia 2012

Waga.


Cisza i spokój. Gdzie jest Niall? Szedłem powoli. Na stole stało niedokończone śniadanie. Kolejna dziwna rzecz. Tą pierwszą było to, że drzwi były otwarte. Kawa jeszcze ciepła. Zajrzałem do łazienki, a następnie do salonu. Na podłodze, przed kanapą, leżał … Złoty brokat? Przypominał pył, otaczający Anioły w moim śnie. Snach. Byłem niewyspany, a to wszystko mnie dobijało. Po cichu wszedłem na górę. W jego pokoju także pusto. Wszedłem do swojej sypialni i bezsilnie opadłem na łóżko. Tajemnice. Nic nie rozumiem. Chciałbym, by było jak dawniej. Nigdy nie poznać Katherine. Wszystkie tajemnice zaczęły się, w dniu, w którym ją spotkałem i nie sądzę, aby to było przypadkiem, zważywszy na to, że Liam i Niall ją znali. Te trzy osoby zadały mi tak dużo bólu i to w tak krótkim czasie. Pocierałem dłońmi twarz. Potrzebuję pomocy. Tylko czyjej? Psychologa? Nikt mnie nie zrozumie. Moje podejrzenia nie są normalne, jakbym żył w jakiejś książce fantastycznej. Wdech i wydech. Powoli, Zayn. Znów się denerwuję, a nie powinienem. Nie mogę się opanować. Każdy milimetr mojego ciała domaga się ukojenia. Tym razem się nie dam. Tym razem to przezwyciężę. Nakryłem się kołdrą, powoli odpływając do krainy snów.
Łąka. Znów to miejsce, zawsze to samo. Ciepłe promienie słońca delikatnie ogrzewają mnie policzki. Chłodna trawa łaskocze moje stopy. Rozejrzałem się dookoła. Byłem zupełnie sam, a oprócz mnie znajdował się tu tylko spory dąb, dający dużo cienia. Całą polanę otaczał ogromny, ciemny las. W porównaniu do niej był bardzo mroczny. Nie wiedziałem co robić,więc poszedłem do lasu. Bo niby co może mi się stać w śnie? Gdy przekroczyłem linię drzew, momentalnie zrobiło mi się zimno. Wilgoć była bardzo silna, wyczuwalna w każdym wdechu. Szedłem dalej, nie znając celu. Polana była przyjemna, a to miejsce...Nie bardzo. Miałem ochotę wyjść, ale nie. Co mi to da? Wrócę i będę siedział z dupą pod drzewem? Nie. Czułem, że coś tutaj mnie wzywa. Nie tak, że niby słyszałem wołanie, ale było to uczucie w środku. Nagle coś uderzyło we mnie i całą swoją siłą przywarło mnie za gardło do drzewa. W pierwszej chwili próbowałem się wyrywać, ale później zobaczyłem oczy. Głębokie, czarne. Jak przepaść, która nie ma dna. Wciągały, pokazując najstraszniejsze rzeczy w moim życiu. Każdą słabość, każdą łzę. Miałem ochotę krzyczeć, ale nie mogłem. Strach ogarnął całe moje ciało, każdą kończynę i każdy narząd, tak, że zapomniałem, jak się oddycha. Nie mogłem odwrócić wzroku, zatapiając się w bolesnych wspomnieniach, a mój organizm coraz bardziej domagał się tlenu. W końcu napastnik mnie puścił, a ja z ulgą upadłem na ziemie, łapiąc jak najwięcej powietrza. Krztusiłem się nim. Klęczałem i, gdy mój organizm się uspokoił, w końcu spojrzałem w górę. Był to wysoki chłopak, o czarnych włosach, ubrany na czarno. Ale nie to, że jest cały czarny, przykuło moją uwagę. Zaintrygowały mnie jego ogromne skrzydła. Wokół nich unosiła się gęsta mgła. Gdy lekko nimi zatrzepotał, ukazały się. Były czarne, z taką samą głębią, jak jego oczy. Wyświetlały raniące sceny, jak telewizor plazmowy. Poczułem ukłucie w sercu, jakby ktoś wbijał mi w nie nóż. Całą siłę swojej woli skupiłem na tym, by odwrócić wzrok. Na jego twarzy malował się delikatny uśmiech triumfu. Mimo jego mroczności, był bardzo przystojny.
-Co tu robisz?- Spytał, jednym ruchem stawiając mnie na nogi. Zachwiałem się lekko, ale ostatecznie utrzymałem równowagę. Bałem się, ale nie jego. Spojrzeć mu w oczy i zobaczyć swój strach. Błądziłem wzrokiem po podgniłej trawie. Jak cokolwiek powiedzieć? Nie wiedziałem, jak się odezwać. Pokazać mu coś, chrząknąć?
-Zadałem ci pytanie!- Tym razem jego głos był donośniejszy i bardziej złowrogi. Wzdrygnąłem się. On delikatnie dotknął mojego ramienia. Wkurzyłem się. Strach tak mnie paraliżował, że nie mogłem się nawet odezwać. Nie wiem czy to dobrze, ale moje pierwsze uczucie wygrało.
-Sam chciałbym to wiedzieć.- Mruknąłem arogancko. Spojrzałem w jego oczy, które nie miały w sobie tej głębi. Przyjrzał mi się uważnie i z zaciekawieniem. Jakbym nagle stał się kimś innym.
-Ty jesteś Wagą...- Mruknął do siebie. Wagą? Nie rozumiem. Teraz złość była jeszcze większa, ale do tego wchodziło jeszcze zdziwienie.
-Jaką Wagą? - Spytałem, oschle i obojętnie, choć bardzo mnie to ciekawiło. Uśmiechnął się, jak uradowane dziecko.
-Wagą, dzięki której Archanioł upadnie, a my wygramy tą walkę. Nhirel . - Podał mi rękę, lecz ja po tych słowach odleciałem.


Płakałem, jak małe dziecko. Byłem wtulony w Niall'a, choć nie mam bladego pojęcia, jak. Delikatnie mnie głaskał i kołysał się ze mną w przód i w tył, nucąc słowa jakiejś piosenki. Nie wiem, dlaczego tak zareagowałem na ten sen. Choć może zareagowałem tak na sceny, które widziałem w jego oczach i skrzydłach? Stare rany się otworzyły, raniąc parę razy mocniej. Nagle uświadomiłem sobie, co się właśnie dzieje. Odepchnąłem od siebie blondyna, a on spojrzał na mnie z bólem i smutkiem. Wytarłem łzy i zakląłem pod nosem. Wszedłem do łazienki, głośno trzaskając drzwiami. Wziąłem szybki, zimny prysznic. Nie układałem włosów, stwierdziłem, że i tak cały dzień spędzę w łóżku. Patrzyłem na swoje odbicie. Nie, nie podziwiając, jaki to jestem piękny. Myślałem nad tym, co powiedział Nhirel. Waga... Archanioł, który przeze mnie upadnie, a oni wygrają wojnę. Jaką wojnę? Właściwie, nie powinienem się tym zadręczać. To był tylko głupi sen. Jednak... Był tak bardzo realistyczny, że trudno o tym zapomnieć. Może to nie był sen, a ja... Puknąłem się w czoło. Chyba naprawdę potrzebuję specjalisty. Wyszedłem z łazienki w samych bokserkach i bezwładnie opadłem na łóżko. Mojego przyjaciela nie było. Nie dziwię się, na pewno poczuł się jak ostatni śmieć. Źle go potraktowałem, mimo wszystko. Przez mój trudny charakter, nie potrafię go nigdy przeprosić. To mnie wypala od środka. Ubrałem luźny dres i jakąś czapkę, która prawie opadała na czoło. Szybkim krokiem poszedłem do pobliskiego sklepu, gdzie kupiłem ogromne pudełko czekoladek. Uwielbia je. Wróciłem, jak najszybciej się dało. Dlaczego jestem takim kretynem, że najpierw robię, a później myślę? Mniejsza. Delikatni zapukałem w drzwi pokoju Niall'a. Usłyszałem tylko ciche „proszę” i to wystarczyło, by moje serce pękło. Płakał, bo go skrzywdziłem. Cicho wszedłem. Irlandczyk leżał na łóżku, z nogami podciągniętymi pod brodę. Oczy były strasznie czerwone, więc zacisnął je mocno. Usiadłem na brzegu mebla.
-Niall, ja... Chciałeś mi pomóc, a ja zachowałem się jak kompletny idiota. Ostatnio cały czas się tak zachowuję.- Szepnąłem. Spojrzał na mnie, a jego wzrok wywoływał u mnie jeszcze większy ból.
-Nie możesz po prostu powiedzieć tego pieprzonego przepraszam i dać mi czekoladki?- Uśmiechnął się blado. Wiedział, że to dla mnie ciężkie, ale chciał to usłyszeć. Zamknąłem oczy i głęboko westchnąłem. Dlaczego jedno słowo jest dla mnie takim problemem? Bo to „przepraszam”, które jest powiedziane prosto z serca, zawsze jest ciężkie. Spojrzałem w jego oceaniczne tęczówki. Uspokajały, dodawały otuchy. Wydawałoby się, że widać tam małego Horan'a, krzyczącego „powiedz to!”. Uśmiechnąłem się szeroko.
-Przepraszam, Niall.- Podałem mu pudełko. Wzruszyłem się, choć właściwie nie było czym. Na widok czekoladek chłopakowi bardziej zabłyszczały oczy, ale odłożył je na bok i wtulił się we mnie.
-Kocham cię, jak brata.- Wyszeptał, w moją bluzę. Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej.
-Ja ciebie też.- Odpowiedziałem cicho. Chłopak wziął się za jedzenie, a ja wróciłem do swojego pokoju. Wziąłem do ręki telefon. Łoo, dziś szalejemy, aż 2 wiadomości. Co dziwne, od Perrie i Katherine. Ta pierwsza napisała: „Nie rozumiem Twojego zachowania. Ranisz wszystkich wokół i samego siebie. Porozmawiajmy. Na pewno chcesz skończyć nasz związek?” . Po tylu dniach? Poza tym, skąd ona może wiedzieć, jak się czuję. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że z jednej strony chcę z nią być, ale z drugiej nie. Jest w niej coś, co mnie przeraża. Jak oczy Nhirel'a. Przeczytałem drugiego SMS-a : „Myślałam, że coś między nami jest, ale teraz już nic nie rozumiem... Wyjaśnisz mi?”. Nie no. Teraz to się wkurzyłem. To ona nie odbierała, gdy dzwoniłem. To ona mnie olewała i to ONA dała mi tą cholerną, złudną nadzieję, a teraz zwala winę na mnie? Potrzebuję powietrza. Wyszedłem na dwór, kierując się w stronę parku. Oczywiście, powiedziałem o moim spacerze Niall'owi. Ubrałem się ciepło, ponieważ był już wieczór. Szedłem powoli, paląc papierosa. Nie mam siły. Mam dość, poddaję się. Może inni tak potrafią, ale ja niestety nie. To jest zbyt trudne. Kłamstwa, problemy, pretensje. To mnie przerasta. Nienawidzę tego. Moje życie mnie przerasta...
Z zamyślenia wyrwał mnie chłopak, który z impetem na mnie wpadł.
-Uważaj, jak łazisz.- Warknąłem ostrzegawczo w stronę chłopaka. Ten spojrzał na mnie. Jego twarz, włosy, ubiór... Tylko oczy się nie zgadzały, mimo tego, że były ciemnobrązowe. Nhirel. Jak?
-Sory, koleś. Tak w ogóle, jestem David.- Powiedział i uśmiechnął się w stylu Niall'a. Wyciągnął rękę.
-Zayn.- Powiedziałem i delikatnie ją uchwyciłem, bojąc się, że popełniam błąd. Gdy dotknąłem jego skóry, przez moje ciało przeszedł przeszywający, pełen bólu dreszcz. Jakby w środku mnie wybuchł wulkan. Puściłem jego dłoń szybko, jakby mnie oparzył.
-Masz może ochotę iść na piwo?- Spytał, jakbyśmy od dawna byli kumplami. Sam nie rozumiem dlaczego, ale się zgodziłem.

Obudziłem się w swoim pokoju. Jak? Najlepsze jet to, że obok mnie spała Katherine, co trochę mnie przeraziło. Musiałem się nieźle napić, bo zupełnie nic nie pamiętam. Wyglądała uroczo, wtulona we mnie. Mój brzuch wariował. Nie miałem pojęcia, co mam robić. Budzić ją? Chyba nie mam do tego serca. Na fotelu w rogu pokoju siedział Niall i przyglądał mi się.
-Ładnie razem wyglądacie.- Powiedział cicho i puścił mi oczko. Zarumieniłem się i próbowałem to jakoś zakryć, a przyjaciel się zaśmiał. W końcu odpuściłem i spojrzałem na niego z wyrzutem.
-Jak?- Właściwie tego nie powiedziałem, tylko poruszyłem ustami. Zamyślił się na chwilę.
-Powiem ci, jak wstaniecie.- Zaśmiał się i wyszedł. Świetnie, nadal nic nie wiem. Delikatnie wyplątałem się z jej objęć i poszedłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, a później spędziłem dość dużo czasu na układaniu włosów. Ostatecznie wróciłem do pokoju w samych bokserkach. Kathy nie spała, a ja jakoś nie zawstydziłem się tym, że jestem prawie nagi. Z szafy wyjąłem jasne rurki i białą koszulkę. Szybko założyłem i usiadłem obok dziewczyny. Jej włosy były potargane, a jej policzki przyozdabiał delikatny rumieniec. Wyglądała przeuroczo.
-Jak się spało?- Spytałem, uśmiechając się uwodzicielsko i poruszyłem znacząco brwiami. Zarumieniła się jeszcze bardziej i zaśmiała dźwięcznie.
-W twoich objęciach, bosko.- Powiedziała i cmoknęła mnie w policzek, co trochę zbiło mnie z tropu. Ogarnąłem się i szybko odzyskałem pewność siebie.
-Dobra. Teraz mi powiedz, jak się tu znaleźliśmy.- Poprosiłem, spoglądając jej w oczy.
-A nie chcesz wiedzieć co robiliśmy?- Spytała, przygryzając dolną wargę. Droczyła się ze mną. Nawet nie wiedziałem, że mój Aniołek tak potrafi.
-Po kolei.- Powiedziałem i pogłaskałem ją po udzie. Dopiero teraz zauważyłem, że ma na sobie tylko bieliznę i moją koszulkę. Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. Westchnęła głęboko.
-Długo nie wracałeś, a Niall się martwił. Zadzwonił do mnie i poszliśmy cię szukać. Byłeś nieźle zlany i gadałeś, że jakiś David to Nhirel i, że jesteś wagą. - Zmarszczyła czoło. -Bardzo cię to bawiło.- Dodała, ciszej.
-To teraz, jak znalazłaś się w moim łóżku?
-No więc...- Spuściła wzrok.- Zaprowadziliśmy cię do domu, a ty powiedziałeś, że dopóki cię nie pocałuję i się z tobą nie położę, to nie pójdziesz spać.- Zaśmiałem się. No tak, po pijanym Malik'u można się wszystkiego spodziewać.
-Zrobiłam, co chciałeś i poszliśmy spać.
-Przepraszam.- Powiedziałem cicho, spoglądając jej w oczy. Uśmiechnęła się promiennie.
-Nie ma za co. Mi się podobało.- Wstała i wyszła z pokoju. Potarłem dłońmi czoło. Co jest ze mną nie tak? Waga. O co z tym chodzi? Dlaczego ludzie z moich snów pojawiają się w moim życiu? To jest zagadka, której chyba nigdy nie odkryję. Choć... Może to wszystko nie było snami. Tylko jak?

+Są tutaj elementy, które miały być wcześniej. Tym razem wydaje mi się, że nie jest to tak tragiczne. KOMENTARZ = SZACUNEK DLA AUTORA. Dziękuję :*

wtorek, 4 grudnia 2012

Wszystko mnie denerwuje.


Od czasu zerwania z Perrie minęły 3 dni. 3 dni udręki. Katherine nie zadzwoniła, nie napisała... A gdy ja dzwoniłem: „abonent jest poza zasięgiem lub ma wyłączony telefon”. Dlaczego? Potrzebowałem jej. Nie wychodziłem z domu, cały czas spędzałem z Niamejem. To się nazywa przyjaciel, prawda? Miał tajemnice, wiem to. Zbyt dobrze go znam, a on nie kłamie najlepiej. Nie pytałem, mimo tego, że chciałem wiedzieć. Każdy zasługuje na prywatność, co nie? Ja nie chciałem naruszać jego. W końcu przyjdzie czas, w którym sam mi powie. Nie przejmowałem się tym. Spędzałem z nim czas, śmiejąc się i gadając. Mogłem mu powiedzieć WSZYSTKO. Bez wyjątku, a on słuchał mnie jak dziecko. Kocham go. Tej braterskiej miłości nie zniszczy nic, nawet śmierć. Chcę, by był przy mnie w ostatnich chwilach. Teraz, gdy jestem podłamany, tylko on potrafi mi pomóc. A Kathy? Zniknęła.
-Hahaha.- Powiedziałem sarkastycznie, wracając z toalety do kuchni. Irlandczyk właśnie zjadał ostatni kawałek pizzy. Zakrztusił się nim i zaczął śmiać. Poklepałem go po plecach, a on zakaszlał.
-Zaklepałem go.- Powiedziałem z wyrzutem do przyjaciela. Nie przeszkadzało mi to, że go zjadł, ja właściwie już się najadłem.
-No wiem... Ale on do mnie mówił i błagał mnie, żebym go zjadł...- Mówił z pełną buzią i smutnym wyrazem twarzy. Czasem się zastanawiam: może on naprawdę gada z jedzeniem? Usiadłem koło niego, nalewając sobie soku. Wypiłem jednym duszkiem. Chłopak skończył jeść ostatni kawałek. Smutno popatrzył na karton.
-Koniec...- Westchnął. Przytuliłem go, delikatnie głaszcząc po plecach. Uwielbiałem jego ciepło i równomierne bicie serca. Czułem się wtedy jak mały chłopiec, przytulony do mamy. Odsunąłem się od niego.
-Rozumiem, że w lodówce puchy?- Spytałem. Pokiwał głową. -Idę po żelki.- Przyjaciel od razu się rozpromienił. Był taki uroczy. Ubrałam się i wyszedłem, kierując do najbliższego sklepu. Gdy już się w nim znalazłem, wziąłem kila paczek żelek, ciastek, chipsów i innych przysmaków. Wziąłem też 2 piwa. Nie wiem, czy będzie chciał, ale zawsze biorę. Tak w razie co. Właśnie miałem zapłacić, gdy zauważyłem Ją. Wchodziła do sklepu z … Liam'em. Patrzyłem na nich, a moje źrenice powiększyły się do granic możliwości. Co oni robią razem? Miałem ochotę na nich nawrzeszczeć, ale to wyglądałoby dziwnie.
-Proszę Pana...- Odezwała się kasjerka. Wróciłem do rzeczywistości. Przeprosiłem, zapłaciłem, podziękowałem. Minąłem ich w drzwiach udając, że nie zauważyłem. Nie udało się. Poczułem, jak ktoś chwyta mój nadgarstek. Puść. Nie rań.
-Zayn! Dawno się nie widzieliśmy.- Powiedziała, swoim dźwięcznym głosem. Uśmiechnąłem się sztucznie.
-Hej, Kathy! O i Liam. Przepraszam, nie zauważyłem was.- No cóż. Nie kłamałem najgorzej. Przynajmniej lepiej od Nialler'a. Katherine uśmiechnęła się do mnie promiennie, a Liam zrobił zmieszaną minę. I znów to dziwne uczucie... Zazdrość? Może. Chciałem iść do domu i nie musieć na nich patrzeć. Irytowali mnie, jak jasna cholera.
-Jak się trzymasz?- Spytała. W jej oczach dostrzegłem smutek. O! A teraz to się nagle mną interesuje. Mam cię w głębokim poważaniu, słoneczko. Bolało. Odsuwanie jej od siebie bolało, ale jej brak bolał jeszcze bardziej.
-Jest świetnie. Właśnie... Szedłem z zakupami do przyjaciela i tak trochę się śpieszę...- Powiedziałem cicho. Posmutniała jeszcze bardziej. Chyba zrozumiała aluzję. Coś w stylu : nie mam nic lepszego do roboty, ale nie chcę z tobą rozmawiać, więc spierdalaj! No cóż. Jej widok mnie zdenerwował. Tym bardziej, że była z MOIM PRZYJACIELEM. To cholernie bolało.
-Ah... No tak. Pozdrów Niall'a.- Powiedziała i odeszła. Zaraz, zaraz. Skąd ona wiedziała... Dobra, mniejsza. Szybko wróciłem do domu. Irlandczyk czekał na kanapie. Ja tylko rzuciłem mu torby z zakupami i poszedłem do swojego tymczasowego pokoju. Zamknąłem drzwi i rzuciłem się na łóżko. Zbyt trudne, by zrozumieć. Zbyt bolesne, by poczuć. Znów świat, w którym nie ma nic. Puste, wyblakłe, znikome. Nie istnieje. Uczucia powinny nie istnieć. Wolałbym być bezlitosną maszyną, niż teraz cierpieć. Wszedłem na TT. Oczywiście fanki spamują... DENERWUJĄCE. Oprócz tego pytali, dlaczego zerwałem z Perrie. Świetnie, wszystko wygadała. Choć zresztą lata mi to. Paul dzwonił, ale go olałem. No cóż, moje życie, moja sprawa. Niech nikt nie włazi z butami. Ten za chwilę znowu będzie chciał, żebyśmy byli razem. Co to, to nie! Nie mam zamiaru udawać. Tak mnie to wszystko irytuje. Trzasnąłem klapą laptopa.
-A pieprzcie się wszyscy....- Powiedziałem na głos. Usłyszałem pukanie. Oczywiście, moja kochana, dobra wróżka. Zaraz pomacham różdżką i zmienię cię w piękną i szczęśliwą księżniczkę!Nie, sory. Nie w tym życiu. Oh, nie. Zayn, ty arogancki chamie! Niech cię lusterko pocieszy. Chociaż ono mnie nie okłamie! Chyba powinienem się leczyć. Gadam sam ze sobą. Może nie na głos, ale jednak. Pierdolę 3 po 3. Niall nie dawał za wygraną i cały czas walił w te zasrane drzwi. Otworzyłem.
-Powiesz mi, co się stało?- Spytał, cicho. Wyglądał, jakby miał się za chwile popłakać. Kuźwa. Serce pęka na taki widok i nawet ja mięknę. Wszystkie emocje jakby uleciały. Znów byłem kochającym go Zayn'em.
-Okazało się, że jednorożce nie istnieją. Cały mój świat stanął w gruzach. - Mruknąłem pod nosem, na co on się zaśmiał. Tak Malik, jesteś w … zabawny.
-Za 20 minut będziemy mieli gościa. Gdybyś mógł...- Powiedział cicho. Nie patrzył na mnie, denerwował się. Ups, czyżby chciał skłamać?
-Kto przyjdzie?- Spytałem ciepło. Podniósł głowę i uśmiechnął się do mnie szeroko, odsłaniając aparat. Przytulił mnie mocno. Byłem trochę zaskoczony, ale także go objąłem. Uwielbiałem jego zapach. Odsunął się ode mnie.
-Moja koleżanka, Katherine.- Starałem się ukryć niezadowolenie i zdziwienie. Módl się, Malik, żeby to nie była ona. Uśmiechnąłem się sztucznie.
-To weź się ubierz, jakoś stosownie.- Zaśmiałem się. On pokazał mi język, po czym odszedł. Zamknąłem drzwi na klucz, a następnie wyszedłem na balkon. Spaliłem 3 fajki. Nerwy? O tak. I to ogromne. Dlaczego? Ponieważ przez ostatnie 3 dni zrobiłem mur dla świata. Tylko Niall miał wstęp do tego prywatnego raju, a jedno spojrzenie w jej oczy... Niszczy wszystko. Całą złość na świat. Uspokaja. Przebrałam się w czarne rurki i czarną koszulkę z Bob'em Marley'em. Poprawiłem włosy. Cholera, chyba trzeba się ogolić. Zaśmiałem się. Przecież o to nie dbam. Zszedłem na dół. Irlandczyk siedział w szarych dresach, koszulce w tym samym kolorze z jakimś nadrukiem i ulubionych butach. Usiadłem koło niego.
-Wystroiłeś się.- Powiedziałem, wpatrując się pustym wzrokiem w ogromny telewizor. Lubiłem jego beżową, skórzaną kanapę. Była bardzo wygodna. Rozłożyłem się na niej, jakby była moja.
-To koleżanka. Dla ciebie się nie stroję.- Odgryzł się. Uśmiechnąłem się chytro pod nosem.
-A mógłbyś.- Mruknąłem, niskim głosem, obejmując go ramieniem. Westchnął.
-Może w ogóle zacznę chodzić nago, jak Harry?- Zaśmialiśmy się oboje. Tak, Hazza uwielbiał paradować nago, ewentualnie w samych bokserkach. Czułem się wtedy dziwnie. Ja tak nie potrafiłem, tak, są moimi przyjaciółmi, ale bez przesady. Tak dawno ich nie widziałem... Zalała mnie nagła fala smutku, a w moich oczach pojawiły się łzy. Niall mnie przytulił. Na pewno zauważył. Kocham go. Cholera, jest moją słabością. Tylko on potrafi mnie rozgryźć, tylko on tak dobrze mnie zna. Brat, którego nigdy nie miałem. Pojawił się nagle, z dnia na dzień. Wtuliłem się w niego i pozwoliłem swobodnie spłynąć łzom. Po chwili jednak się ogarnąłem. Poszedłem do łazienki i umyłem twarz zimną wodą. Stałem przez chwilę przed lustrem, tępo gapiąc się w swoje odbicie. Mur. Musi wrócić, by chronić mnie, przed bólem. Gdy wróciłem, blondyn rozmawiał z Kathy. Olałem ich i poszedłem do kuchni. Czy to ukłucie w sercu, na jej widok, jest normalne? Wątpię. Zrobiłem sobie herbaty i otworzyłem czekoladowe ciasteczka. Przeżuwałem powoli, rozkoszując się każdym kęsem. Nie cierpię mieć słabości, a ostatnio cały czas przybywały. Jakbym wcześniej nie istniał i nagle, jednego dnia, wszystkie zaatakowały mnie równocześnie. Westchnąłem przeciągle. Nienawidzę rozmyślać i rozpamiętywać. To, co było, już nie wróci. Ona tylko raz Cię pocałowała, pewnie dlatego, że zrobiło jej się Ciebie żal. Nie dała nadziei. Sam to wiesz, nie zaprzeczaj. Wypiłem, a kubek wstawiłem do zmywarki. Dalej, Malik, musisz do nich iść. Cholera, coraz częściej gadam do siebie. Wstałem i poszedłem do salonu. Mały szok? Katherine przytulała Horan'a, a on patrzył na mnie z dziwną miną. Miałem ochotę prychnąć.
-Przepraszam, nie chciałem przeszkodzić.- Mruknąłem i wyszedłem. Ona wtedy mnie zauważyła i wyglądała na... Zdziwioną? Raczej na osłupiałą. Wygląd pustej blondynki. Wyszedłem i szybkim krokiem skierowałem się do parku. Po kij się odzywałem? Trzeba było bez słowa się wycofać. Zaprzeczam sam sobie. Jedyną osobą, której mogę ufać, jestem ja sam. Zapaliłem papierosa. Kolejny raz wpuszczam to świństwo do moich płuc. Dlaczego to robię? Nie potrafię inaczej. To ucieczka, pomaga się odprężyć. Zapominam o smutku i zmartwieniach. Czuję się wolny, jak ptak w locie. Potrzebuję tego. Każda komórka mojego ciała się tego domaga. A ja? Nie potrafię odmówić, przestać. Choć na moment. To ukojenie dla nerwów. Spaliłem i wyrzuciłem. Moment i wracam do rzeczywistości. Nienawidzę tego z całego serca, a z drugiej strony to kocham. Siedzę na ławce. Jak? Czuję się, jak w transie, nie wiem, co robię. I co z tego? Para. Zakochani? On tak, ona nie bardzo. Nudzi ją jego towarzystwo. Dostrzegła mnie. Uśmiech na twarzy i zdumienie. Podchodzi, prosi o zdjęcie i autograf. Mały, śliczny błękitny zeszycik. Starannie piszę, wyrobiony już podpis i dodaję: „Jeśli nie kochasz, to powiedz. Lepiej nie dawać złudnej nadziei.” Przeczytała. Jej mina... Wzięła sobie moje słowa do serca. Zrobiliśmy zdjęcie.
-To dlatego zerwałeś z Perrie?- Spytała, palcem wskazując napis. Spojrzałem na niebo. Wieczór.
-Nie potrafię odpowiedzieć na takie pytanie. Nie teraz, jest za wcześnie. Może kochałem, ale... To uczucie nie było na tyle silne, by przetrwać próbę czasu. - Szepnąłem, wbijając w nią smutne spojrzenie. Przytuliła mnie. Jej chłopak był zazdrosny? Na pewno. Mam to gdzieś, nie obchodzą mnie problemy innych. Wystarczająco dużo mam swoich. Odsunęła się ode mnie i uśmiechnęła nieśmiało. Odeszli, a ja zostałem sam. Jej ciepło szybko się ulatniało. Nie spytałem nawet o imię... Zresztą, po co mi taka informacja? Są miliony fanek, więc przypuszczalnie nazywała się Emilly. Zimno, a ja nie mam kurtki. Nie przemyślałem tego wyjścia. Poza tym nie myślałem, że w ogóle gdzieś wyjdę. Harry i Louis. Tęsknili? Sprawdzimy. Szedłem szybkim krokiem tak, że już kilka minut później byłem na miejscu. Zadzwoniłem. Z uśmiechem na twarzy otworzył mi Hazza. Trochę zdziwiony, ale wpuścił mnie do środka. No tak, nie kontaktowałem ponad 3 dni, a teraz nagle się zjawiam i bez wyjaśnienia wpieprzam do domu. Genialny ja! W ogóle nie myślę. Opowiedziałem im o wszystkim. IM, ale nie tylko Styles'owi i Lou, bo także Eleanor była. Obiecała, że nie powie, ale kto by wierzył kobietom. Nie powiedziałem im jednak o Katherine. To znaczy... O niej, jako osobie tak, ale nie o snach i pocałunku. Co by to zmieniło? Z Perrie tak czy inaczej nie będę. Kazali mi spać u siebie. Ostatnio nie obchodziło mnie, gdzie śpię, byle, by było ciepło. Zasnąłem szybko. Sen. Ona, jako Anioł. Powiedziałem, że nie chcę jej znać. Nie chcę mieć nic wspólnego. Rani mnie jej widok. Smutna odeszła, a ja obudziłem się i spaliłem fajkę. Później leżałem w łóżku do samego rana.

+ Nie wiem dlaczego tak wychodzi... Mam pomysł na rozdział, ale przez moje samopoczucie wychodzi takie gówno. Przepraszanie już nie wystarczy ;cc 

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Podrozdział 4 - Niall


-Pogodziłeś się z nim?- Spytała mnie Katherine spokojnie. Patrzyłem w szybę, obok niej. Byliśmy u mnie w pokoju. Akurat padał deszcz, ale to normalne. W końcu to Londyn. Pomieszczenie oświetlała moja lampka nocna, w kształcie krasnala i jej Blask Chwały. Delikatny, bo prawie nie pozwalała mu się wydostać, ale jednak był. Było chłodno, nawet w mojej sypialni. Opatuliłem się kocem.
-Tak. Wczoraj.- Odpowiedziałem, zgodnie z prawdą. Uśmiechnęła się szeroko, a następnie przytuliła do mnie.
-On Cie potrzebuje, Niall. Bardziej, niż kogokolwiek innego.- Szepnęła. Poczułem się dziwnie. Chciałbym wyjawić przyjacielowi prawdę o sobie, ale nie mogłem. Nie pozwalała mi. Wiedziałem, że mnie potrzebuje. Gdy do mnie przyjechał- płakał. Zdarzało mu się to bardzo rzadko. Powiedział o tym, że zerwał z Perrie i się wyprowadził. Mieszka u mnie, ale akurat wyszedł na miasto. Przez okno wszedł Liam. Uśmiechnął się do nas i usiadł obok na łóżku. Popatrzyłem na niego karcąco. Chłopak schował swoje skrzydła, a jego oczy z pustego, białego koloru, przyjęły z powrotem ten ciepły brąz. Przytuliłem się do niego. Czułem się teraz jak mały chłopiec, który od dawna nie widział rodziców. Przyjaciel objął mnie, bez chwili zawachania.
-Cieszę się, że Cię mam, Niall.- Szepnął mi do ucha. Przyjaźniliśmy się od dwóch lat, a jedna chwila zbliżyła nas bardziej, niż cały ten czas. Byłem jedyną osobą, której powiedział. Choć nie zrobiłby tego, gdyby nie fakt, że jestem Nefil'em. Mój ojciec tak bardzo kochał moją matkę, że stał się dla niej człowiekiem. Wyrzekł się Chwały.
-Ja też się cieszę, Liam.- Odpowiedziałem z uśmiechem na twarzy.
-Nie chcę niszczyć Twojej przyjaźni z Zayn'em.- Powiedział ledwo dosłyszalnie.
-Nie niszczysz.- Odrzekłem. Nie wiem, czy niszczył. Był mi potrzebny, żeby zrozumieć. Nie cierpiałem mieć tajemnic i najchętniej pobiegłbym teraz do Zayn'a i wszystko mu powiedział. Ale nie mogłem. Katherine zabroniła, powiedziała, że z czasem wszystko się wyjaśni. Ona mu wyjaśni. A kto wyjaśni mi? Nadal nic nie rozumiałem. To znaczy, nic z Malik'iem.
-Kathy...- Zacząłem, lecz ona mi przerwała.
-Na to też przyjdzie czas. - Powiedziała cicho. Spojrzałem na nią błagalnie.-Kocham go.- Powiedziała, uśmiechając się szeroko. Nie wiedziałem, co mam myśleć. Anioł zakochał się w naszym Bad Boy'u? Zaśmiałem się.
-Ciebie i Liam'a też kocham, tylko inaczej. Liam jest jak brat, a Ty... Jak bratanek. - Zaśmiała się dźwięcznie i pocałowała mnie w czoło.
-Śpij słodko, Nefil'u.- Wyszła przez okno, a zaraz za nią Liam. Ja wtuliłem się w poduszkę i zasnąłem.

+W podrozdziałach dowiadujecie się więcej, niż czytając samo opowiadanie. Dodatkowo (oprócz tego, że obie rzeczy do siebie nawiązują) będzie tu też opowiedziana krótka Historia Niall'era. Mam nadzieję, że się podobają :) Na razie są strasznie, strasznie nudne, ale postaram się stworzyć coś... Coś ciekawego i fajnego. No cóż, jak widać, czytając rozdziały i podrozdziały, nie mam talentu, ALE SIĘ STARAM. Dziękuję <3 ;*

niedziela, 2 grudnia 2012

Nie opuszczaj mnie.





Od razu po nagrywaniu nie wróciłem do domu. Byłem jeszcze z chłopakami. Coś zjedliśmy, ale nic nie piliśmy. Dość dziwne. Ogólnie atmosfera była dziwna... Czułem się, jak jakiś sztywniak. Dlaczego? Bo cały czas byłem nieobecny i wszystko musieli mi powtarzać. Ostatnio nie mam bladego pojęcia, co się ze mną dzieje i jeszcze Liam i Niall. Co chwilę odchodzą na bok, o czymś rozmawiają i za Chiny nie chcą powiedzieć, o czym. Irytujące, ponieważ nigdy nie mieliśmy tajemnic. Przynajmniej ja i blondyn, a teraz... Teraz prawie w ogóle ze mną nie rozmawia. Przecież jeszcze niedawno (nasz męski wieczór, dzień przed nagrywaniem) wszystko było okej. Jakby jedna noc zmieniła wszystko.... Dodatkowo co chwilę dziwnie się na mnie patrzy. Zerka ukradkiem, myśląc, że nie widzę. Sam nie wiem, co o tym wszystkim sądzić. Liam jest.... Jakiś nie swój. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jestem PEWIEN, że to moja wina. Mimo tego, nie wiem, dlaczego. Czy zrobiłem coś źle? Nic tego nie rozumiem. Myślałem, że będą mnie wspierać po tym, jak powiem im, że chcę zerwać z Perrie, a tu... Harry i Louis są ciągle są zajęci sobą. Po prostu nic ich nie interesuje... Wróciłem do domu, rozebrałem się i wskoczyłem do łóżka. Nie byłem pijany, tylko zmęczony, a było już po 2 w nocy. Zasnąłem szybko, czując przy sobie ciepło ciała Perrie. Nie wiem dlaczego, ale to mnie uspokajało.
Obudziłem się o 12. Łóżko było już zimne. Powoli poszedłem do łazienki, tam wziąłem prysznic, wysuszyłem i ułożyłem włosy. Boże, 13:30, a ja nie zrobiłem prawie nic. Założyłem szare rurki i luźny, błękitny T-shirt. Do tego czarne converse. Zbiegłem na dół. Perrie, jak zwykle, nie było. Nie byłem głodny, co jest równoznaczne z tym, że nic nie zjadłem. Wypiłem tylko kawę. Znów nerwowy wzrok na zegarek. 14. Boże, jeszcze tylko godzina i ją zobaczę. A właśnie... Śniła mi się? Za cholerę nie mogę sobie przypomnieć. Naszykowałem wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i wyszedłem. Chyba dobrze wyglądam prawda? No cóż. Po drodze zaczepiło mnie kilka dziewczyn. Dałem autograf, zrobiłem zdjęcie, jednej coś zaśpiewałem, inną przytuliłem. Jak zwykle. Dobrze, że wyszedłem wcześniej. Nie będę ukrywał, byłem strasznie podekscytowany tym spotkaniem. Szedłem powoli parkiem, z rękoma w kieszeniach skórzanej kurtki. Było chłodno, ale to już koniec wakacji, więc nie ma czemu się dziwić. Z daleka dostrzegłem ją. Miała jasne rurki, beżowe conerse i czarno-białą bejsbolówkę. Obok niej szedł chłopak. To był... To w ogóle możliwe? Podszedłem.
-Hej.- Przywitałem się słodko, całując ją w policzek.
-Hej.- Odpowiedziała, swoim melodyjnym głosem.
-Cześć, Liam.- Powiedziałem oschle. Ciekawiło mnie, co on tu robi. Nie, inaczej. Co on z Nią tu robi.
-Siema.- Powiedział i uśmiechnął się do mnie przyjacielsko. Miałem ochotę krzyknąć, żeby nie udawał. Wczoraj w ogóle nie chciał ze mną gadać, unikał mnie i gapił się na mnie jak nienormalny, a dziś udaje najlepszego przyjaciela. Nie ze mną takie numery! A co, jeśli on i Katherine... Nie. Przecież niedawno się tu przeprowadziła, a Liam by powiedział. Choć może powiedział, tylko nie mi. Usiedliśmy na ławce, Ona po śroku.
-Przepraszam.- Odezwała się słodko. Ja i Payne spojrzeliśmy na nią.
-Za? - Spytałem cicho. Spojrzała mi w oczy.
-Bo przyszłam z Liam'em. Wiem, że się umówiliśmy... Choć chyba oboje nie traktujemy tego, jako randki, prawda?
-Nie, oczywiście, że nie. Poza tym, przyjaźnię się z Liam'em.- Odpowiedziałem spokojnie. Nieźle wyszło, mimo tego, że w środku gotowałem się jak makaron na sphagetti. Miałem ochotę się na niego rzucić.
-Wiem, mówił. Dlatego...- Westchnęła i spojrzała w niebo. W jej oczach znów dostrzegłem złote iskierki. Nagle zadzwonił telefon bruneta. Ten przeprosił i odszedł kawałek.
-Nie jesteś zły?- Spytała cicho. Pokręciłem przecząco głową i uśmiechnąłem się do niej.
-A od kiedy się znacie?
-Od bardzo, bardzo dawna...- Uśmiechnęła się sama do siebie. Chwyciła moja dłoń, a mnie oblała fala gorąca. Nie wiedziałem, co mam zrobić.
10 minut później Liam poszedł, a my rozmawialiśmy i wygłupialiśmy się. Była... Cudowna. Zabawna, ale też poważna. Prawdziwa. Nie starała się być kimś innym. Głównie to ja opowiadałem o sobie, a ona tylko o tym, że jej ojciec ma bardzo poważną pracę i ciągle musi mu pomagać. Jest jego prawą ręką. Jest ściśle związana z religią, a najbardziej interesują ją Anioły i historie Upadku, oraz sprzeciwienia się Lucyfera. Szczerze? Nie zdziwiło mnie to. Poza tym, to, że jestem muzułmaninem wcale jej nie przeszkadzało. To dawało mi... Poczucie szczęścia. Była idealna. Uwielbia śpiewać, grać na różnych instrumentach, ale nie lubi... Tańczyć. To też mi się strasznie spodobała. Była piękna, miała cudowną osobowość, ale... Było coś, czego nie chciała mi powiedzieć. Nie chciałem nalegać, to dopiero początki naszej znajomości. Po 3 godzinach zaprosiłem ją do domu. Zjedliśmy pizze i oglądaliśmy film w telewizji. Siedzieliśmy blisko siebie, co przyprawiało moje serce o szybszy rytm. Fil jeden za drugim. W końcu Tytanic. Nie wiem, dlaczego. Nie lubiłem tego filmu. Oglądałam go z Perrie i byłem pewien, że ja bym czegoś takiego dla niej nie zrobił. Nie kochałem ją. Nasz związek był tanią reklamówką. W końcu doszliśmy do momentu, w którym Jack umiera. Z oczu Katherine popłynęły łzy.
-Choć, przytul się.- Powiedziałem z uśmiechem, a ona bez chwili zawahania wtuliła się we mnie. Było mi dobrze... Czułem, że cały mój świat właśnie trzymam w rękach. Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Kathy odsunęła się ode mnie i wytarła łzy. Skrzywiłem się lekko, gdy do salonu weszła Perrie. Cholera?
-Hej, kocha... O! - Spojrzała zdziwiona na mojego gościa.- Katherine, ile to czasu!- Krzyknęła i przytulia się do brunetki. Dobra, teraz to już nic nie rozumiem. Najpierw Liam, a teraz Perrie. Kto jeszcze? Patrzyłem, jak dziewczyny gadają i śmieją się. Kathy była... Trochę zszokowana i zdezorientowana. Chyba nie bardzo lubiła moją dziewczynę. No cóż, nie ona jedna.
-Wytłumaczy mi ktoś, skąd się znacie?- Spytałem, przerywając tą sztuczną sielankę. Skrzywiłem się lekko.
-Em... My... Kiedyś mieszkałyśmy na jednym osiedlu.- Powiedziała Perrie. Chyba coś kręciła.
-Tak.- Przytaknęła nieśmiało Katherine. W oczach blondynki dostrzegłem błysk czegoś... Czerwono-czarnego. Nie mam bladego pojęcia, co to było, ale mnie przerażało. Odetchnąłem i poszedłem do kuchni. Dziwnie się poczułem... Wszyscy wokół albo mnie okłamywali, albo w ogóle unikali. Zrobiłem herbaty i z gorącym kubkiem usiadłem do stołu. Miałem ochotę się rozpłakać, ale miałem inny plan. Ktoś usiadł obok mnie.
-Przepraszam. Nie chciałam psuć wam seansu.- Odezwała się, przesłodzonym tonem Perrie. Westchnąłem.
-Nie popsułaś. Po prostu chciałem, żebyście się wygadały. Wiem, jakie są dziewczyny.-Uśmiechnąłem się do niej, a ona za to prychnęła.
-Wcale nie gadamy więcej od was.- Powiedziała, dumnie podnosząc głowę.
-Oczywiście.- Zaśmiałem się, a ona mnie pocałowała. Zszokowało mnie to, choć nie powinno. Dla zmyłki odwzajemniłem pocałunek.
-Hej, ja... Ups.- W drzwiach stała Kathy. Oderwaliśmy się z Perrie od siebie.- Nie chciałam przeszkodzić.- Zachichotała. Co jak co, ale wyglądała przeuroczo.
-Nie przeszkodziłaś.- Powiedziałem cicho.
-Chciałam tylko powiedzieć, że idę. Do zobaczenia!- Powiedziała na odchodne i wyszła. Zostawiła mnie samego. No może nie samego, bo z Perrie, ale to nie to samo. Siedzieliśmy chwilę w ciszy.
-Muszę pojechać do Niall'a.- Powiedziałem i wyszedłem. Nie zwracałem uwagi, na to, że mnie wołała. Wsiadłem do samochodu i już po 10 minutach byłem na miejscu. Jak zwykle, bez pukania wszedłem do domu. Blondyn siedział na kanapie w samych bokserkach i grał na gitarze. Stanąłem w drzwiach, a on spojrzał na mnie zdziwiony.
-Zayn? Co ty tu...- Zaczął, lecz ja mu przerwałem. Tak, to był czysty spontan. Nie przemyślałem tego.
-O co chodzi z tobą i Liam'em? Coś do mnie macie, to widać. Nie chcecie nic powiedzieć. Wiesz, jak to mnie irytuje? Nikogo już nie obchodzę. Straciłem przyjaciół.- Powiedziałem, odwróciłem się na pięcie i wyszedłem. Tak, teraz zachowałem się jak rozkapryszone dziewczę. Miałem to gdzieś. Może i nazywają mnie Bad Boy'em, ale ja też mam uczucia. Tak trudno to zrozumieć? Wsiadłem do samochodu i pojechałem. Nawet sam nie wiem, gdzie. Jutro mamy próbę. No cóż, poradzą sobie beze mnie, niestety. Choć właściwie, pewnie nawet tego nie zauważą. Nie jestem im już do niczego potrzebny. Zatrzymałem się przy jeziorze. Trzasnąłem drzwiczkami i ruszyłem do brzegu. Położyłem się na trawie. Tak, kurwa, ja TEŻ MAM UCZUCIA. Mnie też boli! Mój telefon nie przestawał dzwonić. Kilka nieodebranych od Perrie, mnóstwo od Niall'a i Liam'a, a co najdziwniejsze kilka od Katherine. Ją teraz też miałem gdzieś. Nikogo nie potrzebuję. Jestem ten zły. Powinienem mieć na wszystkich WYJEBANE. Dzwonił Niall, odebrałem.
-O Boże, tak się cieszę, że odebrałeś!- Krzyczał do słuchawki. Niegdyś on był tym, który przywracał mnie do rzeczywistości. Tylko on potrafił mi pomóc, ale nie teraz. Dzięki niemu poczułem się jak śmieć.
-Wiesz co, Horan? Pierdol się.- Powiedziałem oschle i się wyłączyłem. Wiem, źle robię. Wiem, to był przyjaciel. Ha! Był. Już nim nie jest. Nie mam przyjaciół. Jestem sam, nikt nie potrafi mnie zrozumieć. A może to ja niczego nie rozumiem? Jestem kretynem. Odpływam. Z dala od wszystkich, tam nikt mnie nie znajdzie. Skryty świat, do którego nikt nie ma wstępu. Tam uczucia są Bogiem, tam żyję chwilą, nie martwiąc się tym, co będzie. Mój prywatny, mały raj. Brak zmartwień, fałszywości. Miłości. Nie potrzebuję nikogo, a nikt nie potrzebuje mnie. Jestem szczęśliwy, choć jestem sam. Wszystko jest dobre do czasu, nic poza tym. Tak właśnie runął mój prawdziwy świat i został tylko ten stworzony przeze mnie, będący w mojej głowie. Nikt nigdy się tam nie dostanie i nie spierdoli niczego. Ludzie mi zazdroszczą, a tak naprawdę nie wiedzą, jak jest. A jest chujowo. Wszystko traci sens w jednej chwili. Szukają tam, gdzie nie ma. Tu, gdzie jestem, nikt nie znajdzie. Prywatna, mała wyspa. Szczęście. Jestem szczęśliwy? Tam tak, tutaj nie. Jestem zdesperowany. Emocje wzięły górę, zapanowały nad życiem, nad wyborem. Wybrałem, tylko co? Pustkę, smutek. Śmierć? Nie, za wcześnie. Nie dam nikomu tej satysfakcji. Samobójstwo jest oznaką strachu przed życiem. Nie boję się życia. Panuję nad nim. Zasypiam...
Obudziłem się w tym samym miejscu na trawniku. Było zimno, zmarzłem przez noc. No, ale nic. Spojrzałem na wyświetlacz. Było chyba z 500 połączeń. Pewnie jeszcze zgłosili zaginięcie. Prychnąłem. Mogą zgłosić nawet morderstwo. Krzaki idealnie zakrywały moją pozycję. Nagle zaczęły mnie szczypać oczy. Nie płacz! Ja nie płaczę z błahych powodów! Krzyczałem na siebie w myślach. Przetarłem oczy. Cholernie zimno, miałem dreszcze. Rozejrzałem się dookoła. Zamknięty we własnym świecie, nikt nie wejdzie, nikt nie wyjdzie. Nikt nie zakłóci tego spokoju. Katherine. Siedziała z nogami pod brodą. Co ona tu robiła? Wstała i przykryła mnie kocem. Usiadła koło mnie i oparła się głową o moje ramię. Słońce delikatnie przebijało się przez chmury.
-Czasem nie ważne, jak daleko uciekniesz. Niektórzy i tak cię znajdą.- Szepnęła. Objąłem ją ramieniem.
-Jak mnie znalazłaś? - Spytałem cicho. Patrzyłem na spokojną taflę wody.
-Słuchaj serca, a ono doprowadzi cię do wyznaczonego celu. Uważaj, rozum może przeszkadzać.- Westchnęła. Nie miałem pojęcia, co o tym myśleć. Wiedziałem tylko, ile ta chwila dla mnie znaczy. Ile znaczy jej bliskość i dotyk.
-Nie obwiniaj przyjaciół. Na niektóre rzeczy trzeba poczekać. Nie śpieszmy się, przecież mamy czas.
-Ja... Po prostu czuję się nie ważny.- Wyszeptałem smutno. Odwróciła moją głowę w swoją stronę i spojrzała mi głęboko w oczy. Jej były złote. Złudzenie optyczne? Wątpię.
-Jesteś ważny. Dla niektórych bardziej, niż powinieneś.- Pocałowała mnie. Boże, ona to naprawdę zrobiła! Jej usta były słodkie i ciepłe. Pocałunek był namiętny i prawdziwy. Takiego z Perrie nie było od dawna. Nasze języki zaczęły ze sobą tańczyć. Chciałem tak trwać wiecznie, ale ona przerwała. Uśmiechnęła się lekko i wtuliła we mnie. Objąłem ją mocniej, rozkoszując jej zapachem. Ciepło... Czułem się idealnie. Nie przejmowałem się niczym. Mógłbym być z nią już zawsze, niczego więcej mi nie potrzeba.
-Wracaj do domu. Spotkamy się za kilka dni, dobrze?- Powiedziała to łagodnie, ale tonem nie znoszącym sprzeciwu. Rozstaliśmy się, a ja wróciłem do domu. Perrie nie było. Poszedłem na górę i zacząłem pakować wszystkie swoje rzeczy. Dziwnie się czułem. Zaniosłem wszystkie torby do samochodu, gdy na podjazd wjechał jej samochód. Zatarasował wyjazd. Wybiegła i z łzami w oczach rzuciła mi się na szyję. Delikatnie ją odsunąłem. Patrzyła na mnie zdezorientowana i przerażona.
-To koniec, Perrie. Już nie ma tego, co kiedyś. Sama zresztą wiesz.- Powiedziałem cicho, nie patrząc w jej oczy. Zaczęła szlochać.
-Ja... Naprawimy to, tylko zostań.- Powiedziała, łamiącym się głosem. Pokręciłem przecząco głową.
-Przeparkój samochód, chcę wyjechać.- Zrobiła, co kazałem. Ja bez słowa wsiadłem i odjechałem. Może nie czułem się z tym dobrze, ale... Ostatnio z niczym nie było mi dobrze. Wynająłem jakąś małą kawalerkę. Kuchnia z jadalnią, średni salon, sypialnia i łazienka. Pojechałem na zakupy. Nie odmawiałem autografów i zdjęć. To trochę podnosiło mnie na duchu. Mam fanów, których marzeniem jest spotkanie mnie, a moim marzeniem... Jest to, by wszystko się ułożyło. Wróciłem do „nowego domu”, rozpakowałem zakupy i poszedłem do sypialni. Wypakowałem wszystkie rzeczy, a później wziąłem prysznic. Płożyłem się na łóżku. Wziąłem telefon i napisałem sms-a: „Przepraszam. Byłeś najlepszym przyjacielem, jakiego kiedykolwiek miałem. Nie wiem, czym zawiniłem. Chyba nie chcę wiedzieć... Nie dzwońcie.”. Wysłałem do Niall'a. Nie chcę, by tak to się skończyło, ale nic na to nie poradzę. Decyzje zostały dokonane. Straciłem ich. Nie wiem, czy da się to naprawić. Zacząłem płakać. Tak dawno tego nie robiłem... Dostałem sms-a: „Przepraszam, za moje zachowanie ostatnio. Nie powinienem... Jesteś, byłeś i będziesz moim najlepszym przyjacielem. Nie chcę Cię stracić, Zayn. Niczym nie zawiniłeś. To ja jestem kretynem...”. Popłakałem się jeszcze bardziej. Pamiętam, każdą chwilę spędzoną z nim. Z tym leniwym, żarłocznym, wrażliwym Irlandczykiem. Pojechałem do niego. Wszedłem do jego domu, jak zwykle, bez pukania. Chłopak od razu się na mnie rzucił. Płakaliśmy razem.
-Dziękuję, że wróciłeś.- Wyszeptał.
-Dziękuję, że jesteś.- Odpowiedziałem, również szeptem.
Prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko, nie ważne, jak wielkie będą problemy. Potrzebujemy siebie nawzajem. Kochamy się, jak bracia.
+ Przepraszam, wyszedł kijowy. Wszystko ze względu na moje samopoczucie. Teraz dodam podrozdział nawiązujący. Mam nadzieję, że mimo tego, i wyszło z tego JEDNO WIELKIE GÓWNO, nie przestaniecie czytać. Jeszcze raz przepraszam ;<<