Jadłem jedno za drugim, nawet nie
wiedząc, co to było. Białe i puszyste, w środku z pysznym
nadzieniem. Nie mam bladego pojęcia, jaki to smak, ale... Po prostu
niebo w gębie. Było małe, miało może 10cm długości i 5
szerokości. Denerwowała mnie ta sytuacja, więc jadłem jeszcze
szybciej. Katherine tylko co chwilę przynosiła tacę z następnymi.
Liam siedział po drugiej stronie beżowego stołu i patrzył gdzieś
w przestrzeń. Chciałem dowiedzieć się, co on tu robi. W ogóle
chciałem wszystko wiedzieć, a nikt nic nie mówił. Już zjadłem
chyba 15 z nerwów. Mimo tego, że beżowe krzesło było wygodne,
miałem wrażenie, że parzy mnie w dupę. Nie miałem ochoty
siedzieć tu w ciszy, w jakimś wielkim, białym pomieszczeniu.
Katherine wróciła, a ja wstałem. W buzi miałem jeszcze resztki
Tego Czegoś, więc szybko przełknąłem.
-Powiesz mi wreszcie, o co tu chodzi?-
Spytałem gniewnie. Nie miała już skrzydeł. Ubrana była w zwykłe,
szare rurki, czarną bokserkę i białe converse. Jej oczy miały
kolor błękitny. Teraz wyglądała, jak zwykła dziewczyna. Można
taką spotkać na ulicy, choć... Nie. Była zbyt piękna.
-Ja opowiem Ci o Nefil'ach, ale to Liam
o tym, co tu robi. Siadaj.- Powiedziała łagodnie. Wykonałem
polecenie, a ona zrobiła to samo. Wzięła głęboki oddech i
zaczęła mówić.
-Nefil to dziecko Anioła i Człowieka.
Płynie w nim tyle samo Anielskiej krwi, co ludzkiej. Niektórzy mają
nadprzyrodzone zdolności... Są bardzo szybcy, lub niewidzialni, a
inni... Mają skrzydła. - Uśmiechnęła się do mnie promiennie.
Nie wiem, co tu było fajnego. Nie miałem żadnego talentu.
-To znaczy, że moim talentem jest
jedzenie?- Powiedziałem oschle. Oczywiście był to sarkazm.
-Wątpię, ale wydaje mi się, że
jakiś nadzwyczajny talent masz. Nie chodzi o śpiewanie.-
Odpowiedziała spokojnie, a uśmiech nadal nie schodził z jej
twarzy.
-Oprócz śpiewania i wciągania w
siebie nadzwyczajnej ilości jedzenia, nie mam nic.-
Powiedziałem cicho. Specjalnie zaakcentowałem tamto słowo.
Anielica westchnęła.
-Dlatego tu jesteś i ja tu jestem.
Oboje będziemy szukać Twojego talentu, Niall.- Uśmiechnęła się
jeszcze szerzej. Nagle mnie olśniło.
-Czekaj! To mój ojciec jest Aniołem?-
Spytałem, a moje źrenice mimowolnie się rozszerzyły.
-Był, gdy poznał Twoją matkę.
Zakochał się w niej i poprosił Pana, aby sprawił go człowiekiem.
Karą było to, że nie pamiętał tego, iż był Aniołem, więc nie
mógł Ci powiedzieć.- Wyszeptała smutno. To takie... Dziwne
uczucie wiedzieć, że mój ojciec był Aniołem... Nie wiem
dlaczego, ale wierzyłem w każde jej słowo. Czułem, że to prawda.
Odwróciłem się w stronę przyjaciela.
-Liam? A co TY tu robisz?- Chłopak
wreszcie na mnie spojrzał. Jego wzrok był pusty i smutny, a na
twarzy malował się ból. Chciałem podejść i go przytulić, ale
coś jakby przykleiło mnie do krzesła.
-Jestem Upadłym Aniołem.- Szepnął,
łamiącym się głosem. Nie wiedziałem, co mam o tym sądzić. Z
jednej strony chciałem go przytulić, a z drugiej mu przywalić, że
nic nam nie powiedział. Choć przecież, kto by mu uwierzył ?+ Gdyby ktoś zostawił komentarz... Proszę. To bardzo wiele znaczy. Chciałabym wiedzieć czy te "podrozdziały" się podobają i czy nadal je pisać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz