Cisza i spokój. Gdzie jest Niall?
Szedłem powoli. Na stole stało niedokończone śniadanie. Kolejna
dziwna rzecz. Tą pierwszą było to, że drzwi były otwarte. Kawa
jeszcze ciepła. Zajrzałem do łazienki, a następnie do salonu. Na
podłodze, przed kanapą, leżał … Złoty brokat? Przypominał
pył, otaczający Anioły w moim śnie. Snach. Byłem niewyspany, a
to wszystko mnie dobijało. Po cichu wszedłem na górę. W jego
pokoju także pusto. Wszedłem do swojej sypialni i bezsilnie opadłem
na łóżko. Tajemnice. Nic nie rozumiem. Chciałbym, by było jak
dawniej. Nigdy nie poznać Katherine. Wszystkie tajemnice zaczęły
się, w dniu, w którym ją spotkałem i nie sądzę, aby to było
przypadkiem, zważywszy na to, że Liam i Niall ją znali. Te trzy
osoby zadały mi tak dużo bólu i to w tak krótkim czasie.
Pocierałem dłońmi twarz. Potrzebuję pomocy. Tylko czyjej?
Psychologa? Nikt mnie nie zrozumie. Moje podejrzenia nie są
normalne, jakbym żył w jakiejś książce fantastycznej. Wdech
i wydech. Powoli, Zayn. Znów się denerwuję, a nie powinienem. Nie
mogę się opanować. Każdy milimetr mojego ciała domaga się
ukojenia. Tym razem się nie dam. Tym razem to przezwyciężę.
Nakryłem się kołdrą, powoli odpływając do krainy snów.
Łąka. Znów to
miejsce, zawsze to samo. Ciepłe promienie słońca delikatnie
ogrzewają mnie policzki. Chłodna trawa łaskocze moje stopy.
Rozejrzałem się dookoła. Byłem zupełnie sam, a oprócz mnie
znajdował się tu tylko spory dąb, dający dużo cienia. Całą
polanę otaczał ogromny, ciemny las. W porównaniu do niej był
bardzo mroczny. Nie wiedziałem co robić,więc poszedłem do lasu.
Bo niby co może mi się stać w śnie? Gdy przekroczyłem linię
drzew, momentalnie zrobiło mi się zimno. Wilgoć była bardzo
silna, wyczuwalna w każdym wdechu. Szedłem dalej, nie znając celu.
Polana była przyjemna, a to miejsce...Nie bardzo. Miałem ochotę
wyjść, ale nie. Co mi to da? Wrócę i będę siedział z dupą pod
drzewem? Nie. Czułem, że coś tutaj mnie wzywa. Nie tak, że niby
słyszałem wołanie, ale było to uczucie w środku. Nagle coś
uderzyło we mnie i całą swoją siłą przywarło mnie za gardło
do drzewa. W pierwszej chwili próbowałem się wyrywać, ale później
zobaczyłem oczy. Głębokie, czarne. Jak przepaść, która nie ma
dna. Wciągały, pokazując najstraszniejsze rzeczy w moim życiu.
Każdą słabość, każdą łzę. Miałem ochotę krzyczeć, ale nie
mogłem. Strach ogarnął całe moje ciało, każdą kończynę i
każdy narząd, tak, że zapomniałem, jak się oddycha. Nie mogłem
odwrócić wzroku, zatapiając się w bolesnych wspomnieniach, a mój
organizm coraz bardziej domagał się tlenu. W końcu napastnik mnie
puścił, a ja z ulgą upadłem na ziemie, łapiąc jak najwięcej
powietrza. Krztusiłem się nim. Klęczałem i, gdy mój organizm się
uspokoił, w końcu spojrzałem w górę. Był to wysoki chłopak, o
czarnych włosach, ubrany na czarno. Ale nie to, że jest cały
czarny, przykuło moją uwagę. Zaintrygowały mnie jego ogromne
skrzydła. Wokół nich unosiła się gęsta mgła. Gdy lekko nimi
zatrzepotał, ukazały się. Były czarne, z taką samą głębią,
jak jego oczy. Wyświetlały raniące sceny, jak telewizor plazmowy.
Poczułem ukłucie w sercu, jakby ktoś wbijał mi w nie nóż. Całą
siłę swojej woli skupiłem na tym, by odwrócić wzrok. Na jego
twarzy malował się delikatny uśmiech triumfu. Mimo jego
mroczności, był bardzo przystojny.
-Co tu robisz?-
Spytał, jednym ruchem stawiając mnie na nogi. Zachwiałem się
lekko, ale ostatecznie utrzymałem równowagę. Bałem się, ale nie
jego. Spojrzeć mu w oczy i zobaczyć swój strach. Błądziłem
wzrokiem po podgniłej trawie. Jak cokolwiek powiedzieć? Nie
wiedziałem, jak się odezwać. Pokazać mu coś, chrząknąć?
-Zadałem ci
pytanie!- Tym razem jego głos był donośniejszy i bardziej
złowrogi. Wzdrygnąłem się. On delikatnie dotknął mojego
ramienia. Wkurzyłem się. Strach tak mnie paraliżował, że nie
mogłem się nawet odezwać. Nie wiem czy to dobrze, ale moje
pierwsze uczucie wygrało.
-Sam chciałbym to
wiedzieć.- Mruknąłem arogancko. Spojrzałem w jego oczy, które
nie miały w sobie tej głębi. Przyjrzał mi się uważnie i z
zaciekawieniem. Jakbym nagle stał się kimś innym.
-Ty jesteś
Wagą...- Mruknął do siebie. Wagą? Nie rozumiem. Teraz złość
była jeszcze większa, ale do tego wchodziło jeszcze zdziwienie.
-Jaką Wagą? -
Spytałem, oschle i obojętnie, choć bardzo mnie to ciekawiło.
Uśmiechnął się, jak uradowane dziecko.
-Wagą, dzięki
której Archanioł upadnie, a my wygramy tą walkę. Nhirel . - Podał
mi rękę, lecz ja po tych słowach odleciałem.
Płakałem, jak
małe dziecko. Byłem wtulony w Niall'a, choć nie mam bladego
pojęcia, jak. Delikatnie mnie głaskał i kołysał się ze mną w
przód i w tył, nucąc słowa jakiejś piosenki. Nie wiem, dlaczego
tak zareagowałem na ten sen. Choć może zareagowałem tak na sceny,
które widziałem w jego oczach i skrzydłach? Stare rany się
otworzyły, raniąc parę razy mocniej. Nagle uświadomiłem sobie,
co się właśnie dzieje. Odepchnąłem od siebie blondyna, a on
spojrzał na mnie z bólem i smutkiem. Wytarłem łzy i zakląłem
pod nosem. Wszedłem do łazienki, głośno trzaskając drzwiami.
Wziąłem szybki, zimny prysznic. Nie układałem włosów,
stwierdziłem, że i tak cały dzień spędzę w łóżku. Patrzyłem
na swoje odbicie. Nie, nie podziwiając, jaki to jestem piękny.
Myślałem nad tym, co powiedział Nhirel. Waga... Archanioł, który
przeze mnie upadnie, a oni wygrają wojnę. Jaką wojnę? Właściwie,
nie powinienem się tym zadręczać. To był tylko głupi sen.
Jednak... Był tak bardzo realistyczny, że trudno o tym zapomnieć.
Może to nie był sen, a ja... Puknąłem się w czoło. Chyba
naprawdę potrzebuję specjalisty. Wyszedłem z łazienki w samych
bokserkach i bezwładnie opadłem na łóżko. Mojego przyjaciela nie
było. Nie dziwię się, na pewno poczuł się jak ostatni śmieć.
Źle go potraktowałem, mimo wszystko. Przez mój trudny charakter,
nie potrafię go nigdy przeprosić. To mnie wypala od środka.
Ubrałem luźny dres i jakąś czapkę, która prawie opadała na
czoło. Szybkim krokiem poszedłem do pobliskiego sklepu, gdzie
kupiłem ogromne pudełko czekoladek. Uwielbia je. Wróciłem, jak
najszybciej się dało. Dlaczego jestem takim kretynem, że najpierw
robię, a później myślę? Mniejsza. Delikatni zapukałem w drzwi
pokoju Niall'a. Usłyszałem tylko ciche „proszę” i to
wystarczyło, by moje serce pękło. Płakał, bo go skrzywdziłem.
Cicho wszedłem. Irlandczyk leżał na łóżku, z nogami
podciągniętymi pod brodę. Oczy były strasznie czerwone, więc
zacisnął je mocno. Usiadłem na brzegu mebla.
-Niall, ja...
Chciałeś mi pomóc, a ja zachowałem się jak kompletny idiota.
Ostatnio cały czas się tak zachowuję.- Szepnąłem. Spojrzał na
mnie, a jego wzrok wywoływał u mnie jeszcze większy ból.
-Nie możesz po
prostu powiedzieć tego pieprzonego przepraszam i dać mi
czekoladki?- Uśmiechnął się blado. Wiedział, że to dla mnie
ciężkie, ale chciał to usłyszeć. Zamknąłem oczy i głęboko
westchnąłem. Dlaczego jedno słowo jest dla mnie takim problemem?
Bo to „przepraszam”, które jest powiedziane prosto z serca,
zawsze jest ciężkie. Spojrzałem w jego oceaniczne tęczówki.
Uspokajały, dodawały otuchy. Wydawałoby się, że widać tam
małego Horan'a, krzyczącego „powiedz to!”. Uśmiechnąłem się
szeroko.
-Przepraszam,
Niall.- Podałem mu pudełko. Wzruszyłem się, choć właściwie nie
było czym. Na widok czekoladek chłopakowi bardziej zabłyszczały
oczy, ale odłożył je na bok i wtulił się we mnie.
-Kocham cię, jak
brata.- Wyszeptał, w moją bluzę. Uśmiechnąłem się jeszcze
szerzej.
-Ja ciebie też.-
Odpowiedziałem cicho. Chłopak wziął się za jedzenie, a ja
wróciłem do swojego pokoju. Wziąłem do ręki telefon. Łoo, dziś
szalejemy, aż 2 wiadomości. Co dziwne, od Perrie i Katherine. Ta
pierwsza napisała: „Nie rozumiem Twojego zachowania. Ranisz
wszystkich wokół i samego siebie. Porozmawiajmy. Na pewno chcesz
skończyć nasz związek?” . Po tylu dniach? Poza tym, skąd ona
może wiedzieć, jak się czuję. Najgorsze w tym wszystkim jest to,
że z jednej strony chcę z nią być, ale z drugiej nie. Jest w niej
coś, co mnie przeraża. Jak oczy Nhirel'a. Przeczytałem drugiego
SMS-a : „Myślałam, że coś między nami jest, ale teraz już nic
nie rozumiem... Wyjaśnisz mi?”. Nie no. Teraz to się wkurzyłem.
To ona nie odbierała, gdy dzwoniłem. To ona mnie olewała i to ONA
dała mi tą cholerną, złudną nadzieję, a teraz zwala winę na
mnie? Potrzebuję powietrza. Wyszedłem na dwór, kierując się w
stronę parku. Oczywiście, powiedziałem o moim spacerze Niall'owi.
Ubrałem się ciepło, ponieważ był już wieczór. Szedłem powoli,
paląc papierosa. Nie mam siły. Mam dość, poddaję się. Może
inni tak potrafią, ale ja niestety nie. To jest zbyt trudne.
Kłamstwa, problemy, pretensje. To mnie przerasta. Nienawidzę tego.
Moje życie mnie przerasta...
Z zamyślenia
wyrwał mnie chłopak, który z impetem na mnie wpadł.
-Uważaj, jak
łazisz.- Warknąłem ostrzegawczo w stronę chłopaka. Ten spojrzał
na mnie. Jego twarz, włosy, ubiór... Tylko oczy się nie zgadzały,
mimo tego, że były ciemnobrązowe. Nhirel. Jak?
-Sory, koleś. Tak
w ogóle, jestem David.- Powiedział i uśmiechnął się w stylu
Niall'a. Wyciągnął rękę.
-Zayn.-
Powiedziałem i delikatnie ją uchwyciłem, bojąc się, że
popełniam błąd. Gdy dotknąłem jego skóry, przez moje ciało
przeszedł przeszywający, pełen bólu dreszcz. Jakby w środku mnie
wybuchł wulkan. Puściłem jego dłoń szybko, jakby mnie oparzył.
-Masz może ochotę
iść na piwo?- Spytał, jakbyśmy od dawna byli kumplami. Sam nie
rozumiem dlaczego, ale się zgodziłem.
Obudziłem się w
swoim pokoju. Jak? Najlepsze jet to, że obok mnie spała Katherine,
co trochę mnie przeraziło. Musiałem się nieźle napić, bo
zupełnie nic nie pamiętam. Wyglądała uroczo, wtulona we mnie. Mój
brzuch wariował. Nie miałem pojęcia, co mam robić. Budzić ją?
Chyba nie mam do tego serca. Na fotelu w rogu pokoju siedział Niall
i przyglądał mi się.
-Ładnie razem
wyglądacie.- Powiedział cicho i puścił mi oczko. Zarumieniłem
się i próbowałem to jakoś zakryć, a przyjaciel się zaśmiał. W
końcu odpuściłem i spojrzałem na niego z wyrzutem.
-Jak?- Właściwie
tego nie powiedziałem, tylko poruszyłem ustami. Zamyślił się na
chwilę.
-Powiem ci, jak
wstaniecie.- Zaśmiał się i wyszedł. Świetnie, nadal nic nie
wiem. Delikatnie wyplątałem się z jej objęć i poszedłem do
łazienki. Wziąłem szybki prysznic, a później spędziłem dość
dużo czasu na układaniu włosów. Ostatecznie wróciłem do pokoju
w samych bokserkach. Kathy nie spała, a ja jakoś nie zawstydziłem
się tym, że jestem prawie nagi. Z szafy wyjąłem jasne rurki i
białą koszulkę. Szybko założyłem i usiadłem obok dziewczyny.
Jej włosy były potargane, a jej policzki przyozdabiał delikatny
rumieniec. Wyglądała przeuroczo.
-Jak się spało?-
Spytałem, uśmiechając się uwodzicielsko i poruszyłem znacząco
brwiami. Zarumieniła się jeszcze bardziej i zaśmiała dźwięcznie.
-W twoich
objęciach, bosko.- Powiedziała i cmoknęła mnie w policzek, co
trochę zbiło mnie z tropu. Ogarnąłem się i szybko odzyskałem
pewność siebie.
-Dobra. Teraz mi
powiedz, jak się tu znaleźliśmy.- Poprosiłem, spoglądając jej w
oczy.
-A nie chcesz
wiedzieć co robiliśmy?- Spytała, przygryzając dolną wargę.
Droczyła się ze mną. Nawet nie wiedziałem, że mój Aniołek tak
potrafi.
-Po kolei.-
Powiedziałem i pogłaskałem ją po udzie. Dopiero teraz zauważyłem,
że ma na sobie tylko bieliznę i moją koszulkę. Uśmiechnąłem
się jeszcze szerzej. Westchnęła głęboko.
-Długo nie
wracałeś, a Niall się martwił. Zadzwonił do mnie i poszliśmy
cię szukać. Byłeś nieźle zlany i gadałeś, że jakiś David to
Nhirel i, że jesteś wagą. - Zmarszczyła czoło. -Bardzo cię to
bawiło.- Dodała, ciszej.
-To teraz, jak
znalazłaś się w moim łóżku?
-No więc...-
Spuściła wzrok.- Zaprowadziliśmy cię do domu, a ty powiedziałeś,
że dopóki cię nie pocałuję i się z tobą nie położę, to nie
pójdziesz spać.- Zaśmiałem się. No tak, po pijanym Malik'u można
się wszystkiego spodziewać.
-Zrobiłam, co
chciałeś i poszliśmy spać.
-Przepraszam.-
Powiedziałem cicho, spoglądając jej w oczy. Uśmiechnęła się
promiennie.
-Nie ma za co. Mi
się podobało.- Wstała i wyszła z pokoju. Potarłem dłońmi
czoło. Co jest ze mną nie tak? Waga. O co z tym chodzi? Dlaczego
ludzie z moich snów pojawiają się w moim życiu? To jest zagadka,
której chyba nigdy nie odkryję. Choć... Może to wszystko nie było
snami. Tylko jak?+Są tutaj elementy, które miały być wcześniej. Tym razem wydaje mi się, że nie jest to tak tragiczne. KOMENTARZ = SZACUNEK DLA AUTORA. Dziękuję :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz