sobota, 8 grudnia 2012

Waga.


Cisza i spokój. Gdzie jest Niall? Szedłem powoli. Na stole stało niedokończone śniadanie. Kolejna dziwna rzecz. Tą pierwszą było to, że drzwi były otwarte. Kawa jeszcze ciepła. Zajrzałem do łazienki, a następnie do salonu. Na podłodze, przed kanapą, leżał … Złoty brokat? Przypominał pył, otaczający Anioły w moim śnie. Snach. Byłem niewyspany, a to wszystko mnie dobijało. Po cichu wszedłem na górę. W jego pokoju także pusto. Wszedłem do swojej sypialni i bezsilnie opadłem na łóżko. Tajemnice. Nic nie rozumiem. Chciałbym, by było jak dawniej. Nigdy nie poznać Katherine. Wszystkie tajemnice zaczęły się, w dniu, w którym ją spotkałem i nie sądzę, aby to było przypadkiem, zważywszy na to, że Liam i Niall ją znali. Te trzy osoby zadały mi tak dużo bólu i to w tak krótkim czasie. Pocierałem dłońmi twarz. Potrzebuję pomocy. Tylko czyjej? Psychologa? Nikt mnie nie zrozumie. Moje podejrzenia nie są normalne, jakbym żył w jakiejś książce fantastycznej. Wdech i wydech. Powoli, Zayn. Znów się denerwuję, a nie powinienem. Nie mogę się opanować. Każdy milimetr mojego ciała domaga się ukojenia. Tym razem się nie dam. Tym razem to przezwyciężę. Nakryłem się kołdrą, powoli odpływając do krainy snów.
Łąka. Znów to miejsce, zawsze to samo. Ciepłe promienie słońca delikatnie ogrzewają mnie policzki. Chłodna trawa łaskocze moje stopy. Rozejrzałem się dookoła. Byłem zupełnie sam, a oprócz mnie znajdował się tu tylko spory dąb, dający dużo cienia. Całą polanę otaczał ogromny, ciemny las. W porównaniu do niej był bardzo mroczny. Nie wiedziałem co robić,więc poszedłem do lasu. Bo niby co może mi się stać w śnie? Gdy przekroczyłem linię drzew, momentalnie zrobiło mi się zimno. Wilgoć była bardzo silna, wyczuwalna w każdym wdechu. Szedłem dalej, nie znając celu. Polana była przyjemna, a to miejsce...Nie bardzo. Miałem ochotę wyjść, ale nie. Co mi to da? Wrócę i będę siedział z dupą pod drzewem? Nie. Czułem, że coś tutaj mnie wzywa. Nie tak, że niby słyszałem wołanie, ale było to uczucie w środku. Nagle coś uderzyło we mnie i całą swoją siłą przywarło mnie za gardło do drzewa. W pierwszej chwili próbowałem się wyrywać, ale później zobaczyłem oczy. Głębokie, czarne. Jak przepaść, która nie ma dna. Wciągały, pokazując najstraszniejsze rzeczy w moim życiu. Każdą słabość, każdą łzę. Miałem ochotę krzyczeć, ale nie mogłem. Strach ogarnął całe moje ciało, każdą kończynę i każdy narząd, tak, że zapomniałem, jak się oddycha. Nie mogłem odwrócić wzroku, zatapiając się w bolesnych wspomnieniach, a mój organizm coraz bardziej domagał się tlenu. W końcu napastnik mnie puścił, a ja z ulgą upadłem na ziemie, łapiąc jak najwięcej powietrza. Krztusiłem się nim. Klęczałem i, gdy mój organizm się uspokoił, w końcu spojrzałem w górę. Był to wysoki chłopak, o czarnych włosach, ubrany na czarno. Ale nie to, że jest cały czarny, przykuło moją uwagę. Zaintrygowały mnie jego ogromne skrzydła. Wokół nich unosiła się gęsta mgła. Gdy lekko nimi zatrzepotał, ukazały się. Były czarne, z taką samą głębią, jak jego oczy. Wyświetlały raniące sceny, jak telewizor plazmowy. Poczułem ukłucie w sercu, jakby ktoś wbijał mi w nie nóż. Całą siłę swojej woli skupiłem na tym, by odwrócić wzrok. Na jego twarzy malował się delikatny uśmiech triumfu. Mimo jego mroczności, był bardzo przystojny.
-Co tu robisz?- Spytał, jednym ruchem stawiając mnie na nogi. Zachwiałem się lekko, ale ostatecznie utrzymałem równowagę. Bałem się, ale nie jego. Spojrzeć mu w oczy i zobaczyć swój strach. Błądziłem wzrokiem po podgniłej trawie. Jak cokolwiek powiedzieć? Nie wiedziałem, jak się odezwać. Pokazać mu coś, chrząknąć?
-Zadałem ci pytanie!- Tym razem jego głos był donośniejszy i bardziej złowrogi. Wzdrygnąłem się. On delikatnie dotknął mojego ramienia. Wkurzyłem się. Strach tak mnie paraliżował, że nie mogłem się nawet odezwać. Nie wiem czy to dobrze, ale moje pierwsze uczucie wygrało.
-Sam chciałbym to wiedzieć.- Mruknąłem arogancko. Spojrzałem w jego oczy, które nie miały w sobie tej głębi. Przyjrzał mi się uważnie i z zaciekawieniem. Jakbym nagle stał się kimś innym.
-Ty jesteś Wagą...- Mruknął do siebie. Wagą? Nie rozumiem. Teraz złość była jeszcze większa, ale do tego wchodziło jeszcze zdziwienie.
-Jaką Wagą? - Spytałem, oschle i obojętnie, choć bardzo mnie to ciekawiło. Uśmiechnął się, jak uradowane dziecko.
-Wagą, dzięki której Archanioł upadnie, a my wygramy tą walkę. Nhirel . - Podał mi rękę, lecz ja po tych słowach odleciałem.


Płakałem, jak małe dziecko. Byłem wtulony w Niall'a, choć nie mam bladego pojęcia, jak. Delikatnie mnie głaskał i kołysał się ze mną w przód i w tył, nucąc słowa jakiejś piosenki. Nie wiem, dlaczego tak zareagowałem na ten sen. Choć może zareagowałem tak na sceny, które widziałem w jego oczach i skrzydłach? Stare rany się otworzyły, raniąc parę razy mocniej. Nagle uświadomiłem sobie, co się właśnie dzieje. Odepchnąłem od siebie blondyna, a on spojrzał na mnie z bólem i smutkiem. Wytarłem łzy i zakląłem pod nosem. Wszedłem do łazienki, głośno trzaskając drzwiami. Wziąłem szybki, zimny prysznic. Nie układałem włosów, stwierdziłem, że i tak cały dzień spędzę w łóżku. Patrzyłem na swoje odbicie. Nie, nie podziwiając, jaki to jestem piękny. Myślałem nad tym, co powiedział Nhirel. Waga... Archanioł, który przeze mnie upadnie, a oni wygrają wojnę. Jaką wojnę? Właściwie, nie powinienem się tym zadręczać. To był tylko głupi sen. Jednak... Był tak bardzo realistyczny, że trudno o tym zapomnieć. Może to nie był sen, a ja... Puknąłem się w czoło. Chyba naprawdę potrzebuję specjalisty. Wyszedłem z łazienki w samych bokserkach i bezwładnie opadłem na łóżko. Mojego przyjaciela nie było. Nie dziwię się, na pewno poczuł się jak ostatni śmieć. Źle go potraktowałem, mimo wszystko. Przez mój trudny charakter, nie potrafię go nigdy przeprosić. To mnie wypala od środka. Ubrałem luźny dres i jakąś czapkę, która prawie opadała na czoło. Szybkim krokiem poszedłem do pobliskiego sklepu, gdzie kupiłem ogromne pudełko czekoladek. Uwielbia je. Wróciłem, jak najszybciej się dało. Dlaczego jestem takim kretynem, że najpierw robię, a później myślę? Mniejsza. Delikatni zapukałem w drzwi pokoju Niall'a. Usłyszałem tylko ciche „proszę” i to wystarczyło, by moje serce pękło. Płakał, bo go skrzywdziłem. Cicho wszedłem. Irlandczyk leżał na łóżku, z nogami podciągniętymi pod brodę. Oczy były strasznie czerwone, więc zacisnął je mocno. Usiadłem na brzegu mebla.
-Niall, ja... Chciałeś mi pomóc, a ja zachowałem się jak kompletny idiota. Ostatnio cały czas się tak zachowuję.- Szepnąłem. Spojrzał na mnie, a jego wzrok wywoływał u mnie jeszcze większy ból.
-Nie możesz po prostu powiedzieć tego pieprzonego przepraszam i dać mi czekoladki?- Uśmiechnął się blado. Wiedział, że to dla mnie ciężkie, ale chciał to usłyszeć. Zamknąłem oczy i głęboko westchnąłem. Dlaczego jedno słowo jest dla mnie takim problemem? Bo to „przepraszam”, które jest powiedziane prosto z serca, zawsze jest ciężkie. Spojrzałem w jego oceaniczne tęczówki. Uspokajały, dodawały otuchy. Wydawałoby się, że widać tam małego Horan'a, krzyczącego „powiedz to!”. Uśmiechnąłem się szeroko.
-Przepraszam, Niall.- Podałem mu pudełko. Wzruszyłem się, choć właściwie nie było czym. Na widok czekoladek chłopakowi bardziej zabłyszczały oczy, ale odłożył je na bok i wtulił się we mnie.
-Kocham cię, jak brata.- Wyszeptał, w moją bluzę. Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej.
-Ja ciebie też.- Odpowiedziałem cicho. Chłopak wziął się za jedzenie, a ja wróciłem do swojego pokoju. Wziąłem do ręki telefon. Łoo, dziś szalejemy, aż 2 wiadomości. Co dziwne, od Perrie i Katherine. Ta pierwsza napisała: „Nie rozumiem Twojego zachowania. Ranisz wszystkich wokół i samego siebie. Porozmawiajmy. Na pewno chcesz skończyć nasz związek?” . Po tylu dniach? Poza tym, skąd ona może wiedzieć, jak się czuję. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że z jednej strony chcę z nią być, ale z drugiej nie. Jest w niej coś, co mnie przeraża. Jak oczy Nhirel'a. Przeczytałem drugiego SMS-a : „Myślałam, że coś między nami jest, ale teraz już nic nie rozumiem... Wyjaśnisz mi?”. Nie no. Teraz to się wkurzyłem. To ona nie odbierała, gdy dzwoniłem. To ona mnie olewała i to ONA dała mi tą cholerną, złudną nadzieję, a teraz zwala winę na mnie? Potrzebuję powietrza. Wyszedłem na dwór, kierując się w stronę parku. Oczywiście, powiedziałem o moim spacerze Niall'owi. Ubrałem się ciepło, ponieważ był już wieczór. Szedłem powoli, paląc papierosa. Nie mam siły. Mam dość, poddaję się. Może inni tak potrafią, ale ja niestety nie. To jest zbyt trudne. Kłamstwa, problemy, pretensje. To mnie przerasta. Nienawidzę tego. Moje życie mnie przerasta...
Z zamyślenia wyrwał mnie chłopak, który z impetem na mnie wpadł.
-Uważaj, jak łazisz.- Warknąłem ostrzegawczo w stronę chłopaka. Ten spojrzał na mnie. Jego twarz, włosy, ubiór... Tylko oczy się nie zgadzały, mimo tego, że były ciemnobrązowe. Nhirel. Jak?
-Sory, koleś. Tak w ogóle, jestem David.- Powiedział i uśmiechnął się w stylu Niall'a. Wyciągnął rękę.
-Zayn.- Powiedziałem i delikatnie ją uchwyciłem, bojąc się, że popełniam błąd. Gdy dotknąłem jego skóry, przez moje ciało przeszedł przeszywający, pełen bólu dreszcz. Jakby w środku mnie wybuchł wulkan. Puściłem jego dłoń szybko, jakby mnie oparzył.
-Masz może ochotę iść na piwo?- Spytał, jakbyśmy od dawna byli kumplami. Sam nie rozumiem dlaczego, ale się zgodziłem.

Obudziłem się w swoim pokoju. Jak? Najlepsze jet to, że obok mnie spała Katherine, co trochę mnie przeraziło. Musiałem się nieźle napić, bo zupełnie nic nie pamiętam. Wyglądała uroczo, wtulona we mnie. Mój brzuch wariował. Nie miałem pojęcia, co mam robić. Budzić ją? Chyba nie mam do tego serca. Na fotelu w rogu pokoju siedział Niall i przyglądał mi się.
-Ładnie razem wyglądacie.- Powiedział cicho i puścił mi oczko. Zarumieniłem się i próbowałem to jakoś zakryć, a przyjaciel się zaśmiał. W końcu odpuściłem i spojrzałem na niego z wyrzutem.
-Jak?- Właściwie tego nie powiedziałem, tylko poruszyłem ustami. Zamyślił się na chwilę.
-Powiem ci, jak wstaniecie.- Zaśmiał się i wyszedł. Świetnie, nadal nic nie wiem. Delikatnie wyplątałem się z jej objęć i poszedłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, a później spędziłem dość dużo czasu na układaniu włosów. Ostatecznie wróciłem do pokoju w samych bokserkach. Kathy nie spała, a ja jakoś nie zawstydziłem się tym, że jestem prawie nagi. Z szafy wyjąłem jasne rurki i białą koszulkę. Szybko założyłem i usiadłem obok dziewczyny. Jej włosy były potargane, a jej policzki przyozdabiał delikatny rumieniec. Wyglądała przeuroczo.
-Jak się spało?- Spytałem, uśmiechając się uwodzicielsko i poruszyłem znacząco brwiami. Zarumieniła się jeszcze bardziej i zaśmiała dźwięcznie.
-W twoich objęciach, bosko.- Powiedziała i cmoknęła mnie w policzek, co trochę zbiło mnie z tropu. Ogarnąłem się i szybko odzyskałem pewność siebie.
-Dobra. Teraz mi powiedz, jak się tu znaleźliśmy.- Poprosiłem, spoglądając jej w oczy.
-A nie chcesz wiedzieć co robiliśmy?- Spytała, przygryzając dolną wargę. Droczyła się ze mną. Nawet nie wiedziałem, że mój Aniołek tak potrafi.
-Po kolei.- Powiedziałem i pogłaskałem ją po udzie. Dopiero teraz zauważyłem, że ma na sobie tylko bieliznę i moją koszulkę. Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. Westchnęła głęboko.
-Długo nie wracałeś, a Niall się martwił. Zadzwonił do mnie i poszliśmy cię szukać. Byłeś nieźle zlany i gadałeś, że jakiś David to Nhirel i, że jesteś wagą. - Zmarszczyła czoło. -Bardzo cię to bawiło.- Dodała, ciszej.
-To teraz, jak znalazłaś się w moim łóżku?
-No więc...- Spuściła wzrok.- Zaprowadziliśmy cię do domu, a ty powiedziałeś, że dopóki cię nie pocałuję i się z tobą nie położę, to nie pójdziesz spać.- Zaśmiałem się. No tak, po pijanym Malik'u można się wszystkiego spodziewać.
-Zrobiłam, co chciałeś i poszliśmy spać.
-Przepraszam.- Powiedziałem cicho, spoglądając jej w oczy. Uśmiechnęła się promiennie.
-Nie ma za co. Mi się podobało.- Wstała i wyszła z pokoju. Potarłem dłońmi czoło. Co jest ze mną nie tak? Waga. O co z tym chodzi? Dlaczego ludzie z moich snów pojawiają się w moim życiu? To jest zagadka, której chyba nigdy nie odkryję. Choć... Może to wszystko nie było snami. Tylko jak?

+Są tutaj elementy, które miały być wcześniej. Tym razem wydaje mi się, że nie jest to tak tragiczne. KOMENTARZ = SZACUNEK DLA AUTORA. Dziękuję :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz